Zwyczaje żniwne w dawnej Wielkopolsce

Elwiro Michał Andriolli – Ostatnia garść (zwyczaj oborywania przepiórki)

Czas żniw, jako niezwykle ważny dla całej społeczności wiejskiej, był bardzo bogaty w zwyczaje i obrzędy sięgające rodowodem czasów pogańskich. Wszyscy brali w nich równorzędny udział, a kończące je dożynki z ofiarowaniem wieńca są formą stosunkowo młodą i występującą tam, gdzie był dziedzic i folwark. 

Żniwa zaczynano zwykle między dniem św. Małgorzaty (20 lipca) a św. Jakuba (25 lipca). Nie zaczynano żęcia zboża w poniedziałek, pomyślne zbiory zapewniało rozpoczęcie tych prac w sobotę (dzień Matki Boskiej) lub środę. Często zamawiano też na pierwszy dzień żniw mszę świętą, a we Wronczynie koło Stęszewa obwiązywano słomą krzyż przydrożny, by zapewnić sobie na ten czas Boże błogosławieństwo. Zazwyczaj pierwszego dnia żniw świętowano do południa, a po obiedzie wyruszano w pole.

Szczególną wagę przywiązywano do zżęcia pierwszych kłosów, co czynił gospodarz. Przypisywano im moc leczniczą, podobnie jak ostatnim kępom noszącym w Wielkopolsce nazwę przepiórka, koza lub pępek. Gdy kończono żęcie zboża, wybierano miejsce z dorodnymi kłosami i zostawiano kępkę liczącą 20-30 kłosów, które zawiązywano u góry. Następnie oborywano tę przepiórkę, a po ściernisku wokół niej żeńcy ciągnęli gospodarza albo przodownicę, czy też wszystkie dziewczęta pracujące przy żniwach. Przepiórkę, często dekorowaną wstążkami, bibułą, pozostawiano na polu aż do jesiennej orki, wkładając do jej środka kawałek chleba będący podarkiem dla ptaków i myszy, by w następnym roku nie robiły strat w  gospodarstwie. Nazwę nadawano też ostatniemu snopowi zboża – stary, baba lub dziad. 

Powszechny w Wielkopolsce, ale też innych regionach kraju, był zwyczaj „wiązania” obcego, który pojawił się na polu podczas żniw. Musiał się on wykupić datkiem pieniężnym lub postawić poczęstunek. W powiatach kaliskim i wągrowieckim, zamiast skręconego ze zboża powrósła, rzucano obcym pod nogi snop lub garść zboża. 

Jak już wspomniano, dożynki z wręczaniem wieńca praktykowano tam, gdzie był dwór i dziedzic. Na Ziemi Lubuskiej jeszcze po 1945 roku po zakończeniu żniw robiono duże bukiety z kłosów i kwiatów. Wiązano je do kos, po czym żeńcy szli ze śpiewem do gospodarza, który podejmował ich jedzeniem i wódką, a następnie bawiono się wspólnie. W powiecie sulechowskim nazywano ten zwyczaj kokot, a w powiecie międzyrzeckim urządzano starygo. Podobny zwyczaj w Wielkopolsce, praktykowany również po wykopkach, nosił nazwę pępek. W Policku (pow. międzyrzecki) urządzano tzw. pęp. Do gospodarza, który musiał ugościć żniwiarzy, zawożono na wozie duży snop ustrojony kwiatami i wstążkami.

Według Kolberga nazwą pępek określano bukiet z ostatniej garści zboża, do której dodawano polne kwiaty, a jego dolną część dzielono na trzy „nóżki”, by mógł stanąć na stole. W Morownicy (pow. kościański) bukiet ten nazywano kozą.

Podczas żniw miały też miejsce „wyzwoliny” kosiarza, który po raz pierwszy brał udział w tej pracy. Nazywano go frycem lub wilkiem. Zwyczaj ten zanikł dość wcześnie, a najpełniejszy jego opis znamy z notatek Kolberga sporządzonych w Giewartowie koło Słupcy. Wspomina on, że wilk w dniu wykupu musiał od południa do podwieczorku kosić w pierwszym rzędzie. Jeden z żeńców plótł dla niego wysoką, spiczastą koronę ze słomy i kwiatów. Po podwieczorku zwalniano wilka z koszenia i wkładano mu na głowę koronę, a w pasie obwiązywano powrósłem ze słomy. Wieczorem żniwiarze odprowadzali wilka ze śpiewem do dworu, gdzie wygłaszano orację i śpiewano prosząc o datek dla młodego kosiarza. Zwykle częstowano ich wódką, a wilk dostawał pieniądze, za które wszyscy bawili się do rana w karczmie. Wilk nie mógł tańczyć, aż do momentu, gdy starsi go nie „ogolili”. Właściwy akt wyzwolenia stanowiło bicie i smaganie młodego, kończące się włożeniem świeżej koszuli. Od bicia mogła uwolnić chłopaka dziewczyna, rzucając na niego chusteczkę. Na koniec kosiarze przeprowadzali wilkowi dowcipny egzamin ze znajomości rolnictwa i narzędzi rolniczych. Wreszcie jeden z kosiarzy wchodził na dach i ogłaszał całej wsi, że wyzwolony jest już równy pozostałym żeńcom i może tańczyć, a nawet żenić się  z wybraną dziewczyną.

 

Na podstawie Kultury ludowej Wielkopolski oprac. M. Sawicka


powered by