Zwyczaje ostatkowe w Wielkopolsce

Podkoziołek w Jarząbkowie (gm. Niechanowo, pow. gnieźnieński), fot. M. Sita 05.03.2019

Zwyczaje ostatkowe są nadal dość powszechnie praktykowane na terenie Wielkopolski. Najobszerniejszym opracowaniem, które ich dotyczy jest dzieło Bożeny Stelmachowskiej Podkoziołek w obrzędowości zapustnej Polski Zachodniej (1933). W Kulturze ludowej Wielkopolski (1967) Janina Dydowiczowa podkreśliła ich bardzo stary rodowód i brak w nich naleciałości kościelnych. Wczesnowiosenne zwyczaje przypadające na czas mięsopustów miały odegnać zimę i śmierć, a pobudzić do życia wiosnę i przyrodę (stąd towarzyszący im hałas), zapewnić dobre plony. W obrzędach tego okresu ważną rolę odgrywały kobiety jako istoty obdarzone mocą dawania życia. Dydowiczowa, w ślad za Stelmachowską, rozróżniła trzy grupy zwyczajów przypadających na ten czas:

- pochody przebierańców,

- obrzędowy taniec przed podkoziołkiem,

- zabawa mężatek połączona z wywożeniem młodożeńcowej.

W latach 60. XX wieku tradycja pochodów przebierańców w ostatnich dniach zapustów była żywa w wielu miejscowościach Wielkopolski. Główną funkcją orszaku była już tylko rozrywka, więc jego organizację przejmowały dzieci i młodzież. Były też miejsca, gdzie wspomnienie o tym zwyczaju było już w zaniku i nawet najstarsi mieszkańcy niewiele mogli o nim powiedzieć, co znaczyłoby, że nie występował tam co najmniej od początku XX w. (m. in. ówczesne powiaty kaliski, leszczyński, rawicki i wolsztyński). Najczęściej zaś stosowano jedynie nazwę podkoziołek na ostatni dzień zapustów nie wiedząc już, skąd się ona wzięła i z czym łączyła. Tak było na przykład w Poznaniu, gdzie ostatnia informacja o tradycyjnym podkoziołku pochodziła z 1820 roku. 

Pierwotnie po przejściu przebierańców mieszkańcy wsi zbierali się na ogólnej zabawie w karczmie lub jednym z domów. Wszyscy bawili się do godziny 22. lub 23., a następnie chłopcy tarasowali drzwi stołem, stawiali przed grajkami beczkę, a na niej symboliczną figurkę. Jej krótki opis podał E. Frankowski w Kalendarzu obrzędowym ludu polskiego (1928):

We wtorek przed popielcem tańczą w karczmie. Na środku izby ustawiają przed grajkiem beczkę, na niej talerz na datki, a na talerzu wystruganego z drzewa, z brukwi lub z kartofli – koziołka. Jako forma zanikowa zamiast całej postaci występuje tylko głowa kozła na trzech patyczkach, wreszcie same patyczki, przewiązane u góry.

Niekiedy podkoziołek wyobraża chłopca, wystruganego z drzewa. Narządy p. bywają poruszane za pomocą nitki. Czasami między nogami wieszają dwie cebule. Gdzieindziej wprowadzają do izby kozła żywego, ubranego w wieńce. Za każdy taniec płacą dziewczęta. Przy śpiewie kładą pieniądze na talerz pod koziołka.

Chłopcy wywoływali swoje dziewczyny i podprowadzali je przed figurkę. Chłopiec śpiewał: „Podkoziołka trzeba dać, trzeba dać, cały roczek dobrze było ubodać, ubodać”.

Po tej przyśpiewce dziewczyna musiała się wykupić, rzucając datek na talerz. Potem zaczynał się ogólny taniec, po którym przed figurkę doprowadzano kolejną dziewczynę i zabawę kontynuowano aż do północy, a czasem i do rana. 

Ostatnim obrzędem ostatkowym, obchodzonym pierwotnie w Środę Popielcową, była zabawa gospodyń w karczmie, które zbierały się tam od rana i bawiły przy muzyce i alkoholu. Jeśli w karczmie pojawił się mężczyzna posypywały go popiołem lub zabierały mu czapkę, którą musiał wykupić. Po kilku godzinach przebierały się za Cyganów, druciarzy, dziadów, brały stare sanie, taczki lub bronę, następnie przybierały je zielenią, chustami, mościły grochowinami i wyjeżdżały na wieś po nowo- lub młodożeńcowe, czyli mężatki, które wyszły za mąż ostatniego roku. Po kolei zwoziły je do karczmy, gdzie musiały się wykupić wódką. Według relacji z powiatu gnieźnieńskiego zwyczaj nie omijał nawet dziedziczek. Pod wieczór do kobiet dołączali mężczyźni. Gdy kobiety tańczyły i skakały „na wysoki len”, również oni zaczynali skoki, by udał im się owies i konopie.

W pochodach przebierańców chodzących w ostatki w Wielkopolsce najważniejszą postacią był zazwyczaj niedźwiedź, czyli chłopak obwiązany skręconymi grochowinami, prowadzony na powrozie lub łańcuchu przez niedźwiednika. W grupie szli też biały rumak - siwek, żyd z kozą, bocian, dziad i baba, kominiarz z wózkiem sadzy, piekarz z koszem na plecach, czasem też cygan, policjant, szewcy, ułani itp. We wsi Mamlicz (gm. Barcin, pow. żniński, kujawsko-pomorskie) komedianci chodzili od niedzieli. Najpierw do izby wchodził policjant i dwaj turcy w białych strojach i kolorowych spodniach z czerwonymi galonami. Na głowach mieli kapelusze w kształcie głów cukru (stożków) z wyciętym okienkiem, w którym paliła się świeczka. Gdy turcy dawali popis szermierki, do izby wkraczał garbaty żyd z workiem pełnym szkła lub skorup na plecach. Żyd prowadził kozę – chłopaka niosącego głowę kozła z ruchomą szczęką poruszaną przy pomocy sznurka. Koza zapierała się w drzwiach, a żyd szarpał się z nią rzucając na ziemię worek i hałasując. Następnie pojawiali się dziad z babą w masce wiedźmy i tańczyli kujawiaka wykrzykując: „Dziś, jutro, pojutrze smutno !”. Kolejny był bocian z długim dziobem, którym szczypał obecnych i chwytał, co się dało. Potem do izby wjeżdżał kozak, czyli chłopak przebrany na wzór lajkonika. Również on hałasował galopując i roztrącając zebranych. Wreszcie na czworakach wkraczał prowadzony przez przewodnika niedźwiedź, który najpierw węszył, a potem tańczył. Przebierańcy prowadzili między sobą krótkie, pozbawione większego sensu dialogi. Po występie gospodarz częstował wszystkich wódką z zakąską, gospodyni obdarowywała prowiantem, a turek zbierał pieniądze. Przebierańcy przy dźwiękach marsza wychodzili hałasując do następnej zagrody. Zebrane we wsi przez trzy dni dary przeznaczali na wspólną zabawę w karczmie.

Wiele uwagi poświęcił interesującym nas zwyczajom Andrzej Brencz. W swych pracach zwraca on uwagę, że okres zapustów przypada na czas przejścia między cyklem obrzędów związanych z przesileniem zimowym a obrzędami okresu wiosennego. Czas przekraczania granic sprawiał, że pojawiały się nowe zachowania wolne od obowiązujących zwykle norm i nastawał świat „na opak”. Brencz przypomniał też zapomniane zwyczaje ostatkowe takie, jak np. chodzenie z rożnem, z kuligiem czy z kurkiem opisane przez Oskara Kolberga w latach 70. XIX w. Pierwszy z nich występował w środkowej Wielkopolsce. Kolberg opisał go na przykładzie wsi Machcin i Morownica (gm. Śmigiel, pow. kościański): 

Machcin (1860). Ku końcowi zapust, chodzą parobcy z muzyką po wsi z rożnem, na który wtykają słoninę, z koszykiem do jaj i t. p. i z woreczkiem do pieniędzy, prosząc każdego o jakiś podarunek, który im wszędzie bywa udzielany. Uzbierawszy je, tańczą potem w gościńcu i jedzą. Zwyczaj ten zowią także: Rożen.

W Morownicy, Odolanowie w tym pochodzie uczestniczyli przebierańcy m.in. niedźwiedź, małpa, stróże. Na ślad tego zwyczaju Brencz natrafił podczas badań terenowych prowadzonych w latach 1977-78 w Małachowie (gm. Dolsk, pow. śremski) i Konojadzie (gm. Kamieniec, pow. grodziski). Najstarsi informatorzy wspominali tam, że kiedyś w ostatki starsi chłopcy chodzili z kijem lub szpikulcem, na który nadziewali boczek i kiełbasy z darów. 

W pamięci informatorów nie zachował się natomiast zwyczaj chodzenia z kuligiem lub kuligiem opisywany przez Kolberga. W okolicach Rawicza i Bojanowa chłopcy obchodzili wieś w niedzielę niosąc groch, chleb i jarzyny, a gospodynie dawały im okrasę, czyli słoninę, masło. Kuligowi udawali Żydów, kowali, pijaków, a po obejściu wsi szli do karczmy, gdzie dołączały do nich dziewczęta, płacące grajkom za tańce. Bogatszy orszak przebierańców chodził kuligiem w Pakosławiu i Golejewku (pow. rawicki). Byli tam strzelcy, krakowiacy, cyganie, chińczycy, żydzi i żydówki, węgrzyni, lekarz ożywiający chorego, żebracy.

Innym zapomnianym zwyczajem ostatkowym było chodzenie z kurkiem lub podkurek. Według Kolberga występował on przed 1830 rokiem w Sokolnikach (gm. Kołaczkowo, pow. wrzesiński). We wtorek zapustny chłopcy obwozili po wsi koguta na kółkach – kura i zbierali datki, za które wyprawiali ucztę nazywaną podkurkiem. Zwyczaj ten odbywał się zwykle w poniedziałek wielkanocny, tu miało zapewne miejsce przesunięcie w czasie dość często występujące w obrzędowości dorocznej. 

Pochody, w których główną postacią był niedźwiedź chodziły m. in. we wschodniej i południowo-wschodniej Wielkopolsce, czyli mniej więcej części będącej pod zaborem rosyjskim. W Wielkopolsce północnej i północno-wschodniej, podobnie jak na Kujawach, wśród przebierańców szedł niedźwiedź, ale główną postacią była koza, z którą odgrywano scenki, np. sprzedawano ją gospodarzom lub leczono, gdy się przewracała. 

Wielkopolskie pochody przebierańców chodzących w ostatki zostały opisane w ostatnich latach przy okazji zbierania materiałów do Atlasu niematerialnego dziedzictwa kulturowego wsi wielkopolskiej oraz w pracy zbiorowej Podkoziołek, bery, cymper: żywa tradycja w Wielkopolsce (obie pozycje wydane przez Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego). W powiecie gnieźnieńskim zwyczaj ten nosił nazwę podkoziołek i był popularny do lat 60. XX wieku, a do dziś przetrwał w Strzyżewie Kościelnym, Popowie-Ignacewie oraz Jarząbkowie. Podkoziołek w tej ostatniej miejscowości jest najbardziej znany w regionie, a nawet poza jego granicami, w czym duża zasługa miejscowych społeczników, władz lokalnych i instytucji (np. szkoły). Według mieszkańców zwyczaj ten zapoczątkowali we wsi pod koniec XIX w. osadnicy ze Śląska. Do dzisiaj liczny orszak przebierańców odwiedza w ciągu dnia domy, sklepy, szkołę, urzędy i plebanię, a po przejściu przez Jarząbkowo zahacza też o sąsiednie miejscowości zapraszając wszystkich na wspólną zabawę trwającą do północy. Wśród przebierańców najważniejsze postaci to niedźwiedź w słomianym stroju, spalanym na zakończenie zabawy; „koniki” lub „krakowiacy” w czapkach z ogonami z kolorowej krepy, w białych strojach i pelerynach, dosiadający wierzchowców wykonanych z metalowego stelażu z doczepioną głową konia wyciętą z tektury lub sklejki; kominiarz ubrany na czarno, z umorusaną twarzą i dłońmi, który rozdaje bilety na zabawę i murzy (czyli czerni); diabły także noszące się na czarno, z doczepionymi ogonami i rogami, dokazujące i wymachujące widłami; dziad i baba „w ciąży” zbierająca „na pieluszki” oraz lekarz, strażak, policjant, zakonnik. Towarzyszy im grajek z akordeonem, który animuje grupę, śpiewa i przygrywa do tańców. W pochodzie kolędników chodzą obecnie mężczyźni, którzy brali w nim udział w minionych latach oraz chłopcy chcący podtrzymać tradycję, co daje nadzieję na przetrwanie zwyczaju.

W powiecie międzychodzkim najbardziej znanym zwyczajem ostatkowym są bery w Kamionnie. W przygotowywanie tego zwyczaju włączyły się miejscowe władze i organizacje. Stał się on formą promocji miejscowości i atrakcją turystyczną. Obchody ostatków są tu rozłożone na trzy dni. W sobotę przed Środą Popielcową w pochodzie przebierańców chodzą małe bery złożone z dzieci (10-14 lat), w poniedziałek średnie bery(15-20 lat), a we wtorek duże bery lub po prostu bery. Uczestnicy orszaku przed południem wyruszają traktorem z przyczepą do oddalonych gospodarstw, a potem przemieszczają się pieszo między domami w zwartej zabudowie. Najważniejszym punktem odwiedzin jest smarowanie sadzą „na szczęście” i bicie batami lub miotłami po nogach, które również ma zapewnić pomyślność. W podzięce kolędnicy otrzymują poczęstunek (dorośli często alkohol) oraz datki pieniężne „na podkoziołek”, czyli wspólną zabawę. W połowie obchodu przygotowywany jest dla nich obiad w jednym z gospodarstw. Wśród przebierańców idą:

•bery/miśki, czyli niedźwiedzie w kostiumie z powróseł, z brązowymi maskami, u dorosłych niekiedy z metalowym dzwonkiem w kroku;

•poganiacz opiekujący się berami (pomaga wsiadać na przyczepę, podaje wodę);

•baba z chłopem, którzy tańczą ze sobą i chętnymi widzami;

•pisarek ze skarbonką, a u dużych berów również notesem, w którym zapisuje darczyńców; składa życzenia i zbiera pieniądze na zabawę, gdy towarzyszy dorosłym, lub do podziału między uczestników małych i średnich berów;

•kominiarze ubrani na czarno, w kapeluszach „cylindrach” i czarnych maskach z długimi czerwonymi nosami; czernią widzom twarze, czasem też bramy, ściany, okna lub samochody, biją boleśnie batami i miotłami, wdzierają się do domów;

•„zielonki” i „czerwonki” w zakrywających całe ciało, włącznie z twarzą, kostiumach zielonych i czerwonych, noszą skórzane baty; starsi zachowują się jak kominiarze, młodsi idą w korowodzie;

•grajek w berach małych i średnich często z bębnem (obecnie zdarza się muzyka z telefonu komórkowego), u dorosłych z akordeonem, ma wymalowane rumieńce, jaskrawą perukę i strój. 

Starsi informatorzy pamiętali też, że do lat 70. XX w. w pochodzie był „konik” z końską głową na patyku lub jadący na żywym koniu, pojawiały się też diabeł, śmierć, cygan z cyganką. Przejście dużych berów, najbardziej dynamiczne i rozbudowane, kończy wzajemne przewracanie się miśków na ziemię, turlanie się po jezdni. Czasem przyłączają się do tego kominiarze. Może to być nawiązanie do obrzędów z innych regionów kraju, np. Górnego Śląska, gdzie widowisko kończyło symboliczne zastrzelenie niedźwiedzia i picie jego krwi (czerwonego wina). Turlanie się po ziemi związane jest też z symbolicznym wzmacnianiem siły rozrodczej. Zakończeniem obchodów ostatkowych jest wspomniana wspólna zabawa w Domu Kultury opłacona z datków zebranych przez dorosłe bery, która trwa do północy we wtorek przed Środą Popielcową

Przebierańcy pojawiają się też w niedalekim Mylinie (gm. Chrzypsko Wielkie), gdzie organizowany jest podkoziołek będący współczesną wersją pochodu, wykupu nowożeńców i zabawy tanecznej. Przebierają się jedynie mężczyźni – najczęściej za kobiety, nigdy za zwierzęta, które są zarezerwowane dla berów. Następnie odwiedzają nowożeńców, którzy podejmują ich wódką i poczęstunkiem, zabierają resztę prowiantu, czasem też młodego męża i po objechaniu wszystkich par zjeżdżają do świetlicy, gdzie ucztują w męskim gronie. Wieczorem w tym samym miejscu odbywa się zabawa dla wszystkich, podczas której jeszcze raz pojawiają się przebierańcy i fetuje się pary młodożeńców oraz obchodzące jubileusze. 

Liczne pochody zapustne odbywają się w powiecie nowotomyskim w miejscowościach skupionych wokół Zbąszynia. Od lat 90. XX w. noszą tu lokalną nazwę cymper, wcześniej popularniejszą nazwą były mięsopusty. Najbardziej znany cymper obchodzi się w Łomnicy (gm. Zbąszyń) w niedzielę przed Popielcem. Jest to przejście orszaku przebierańców, w którym pojawiają się m. in. cyganka, zakonnica, dziad i baba (lub para młoda), kominiarz, strażak, a ostatnimi laty także bohaterowie bajek czy popkultury. Jednak najważniejszymi postaciami są niedźwiedź w słomianym stroju, jego przewodnik z kijem i dzwonkiem, jeden lub kilku lofrów w białych strojach, z twarzami ukrytymi pod maską lub makijażem oraz z batami do smagania dziewcząt i innych widzów. Stałe miejsce w orszaku ma też koń przypominający lajkonika, nakryty białą płachtą, w spiczastej czapce jak u lofra i z batem. Skład korowodu dopełniają kominiarz murzący sadzą i bijący miotełką oraz policjant jako przedstawiciel świata zewnętrznego, który ma za zadanie rozśmieszać widzów i wymuszać na nich datki pieniężne. Przebierają się dzieci, młodzież i starsi. Wchodząc na podwórka tańczą z domownikami, smarują ich sadzą i szminkami, a gospodarze częstują ich słodyczami, starszych wódką i zakąską oraz obdarowują niewielkimi datkami. 

Dla zachowania tej tradycji duże znaczenie mają spotkania cymprowników w Zbąszyniu organizowane od 2014 roku przez Zbąszyńskie Centrum Kultury w ostatnią niedzielę karnawału.

Opracowała: Małgorzata Sawicka

 

BIBLIOGRAFIA:

Brencz A.

2005 Wielkopolskie zapusty. Współczesne próby poszukiwania wyznaczników regionalnej tożsamości, w: Regiony, granice, rubieże. Tom w darze dla Profesora Mariana Pokropka, Warszawa: Wydawnictwo DiG, s. 71-94.

 

2006 Wielkopolski rok obrzędowy. Tradycja i zmiana, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.

 

Czerniejewska I.

2015 Atlas niematerialnego dziedzictwa kulturowego wsi wielkopolskiej. Powiat międzychodzki, t. 4, Szreniawa: Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego.

 

Dydowiczowa J.

1967 Zwyczaje i obrzędy doroczne, w: Kultura ludowa Wielkopolski, J. Burszta (red.). t. 3, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s. 11-88.

 

Frankowski E.

1928 Kalendarz obrzędowy ludu polskiego, seria: Bibljoteka Regjonalna, Tom II, Warszawa: „Nasza Księgarnia”.

 

Jełowicki A. (red,)

2019 Podkoziołek, bery, cymper: żywa tradycja w Wielkopolsce, Szreniawa: Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego.

 

Kolberg O.

1982 Dzieła wszystkie, t. 9-11, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. I-III, reedycja fotooffsetowa, Wrocław-Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.

 

Paprot A.

2015 Atlas niematerialnego dziedzictwa kulturowego wsi wielkopolskiej. Powiat gnieźnieński, t. 3, Szreniawa: Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego.

 

Stanisz A.

2015 Atlas niematerialnego dziedzictwa kulturowego wsi wielkopolskiej. Powiat nowotomyski, t. 5, Szreniawa: Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego.

 

Stelmachowska B.

1933 Podkoziołek w obrzędowości zapustnej Polski Zachodniej, Poznań: G. Gebethner i Wolff.

 

INNE ŹRÓDŁA:

http://etnowielkopolska.pl/wp-content/uploads/2020/10/9.-Cymper-w-Wielkopolsce.pdf

http://etnowielkopolska.pl/wp-content/uploads/2020/10/10.-Podkoziolek-i-bery-w-Wielkopolsce.pdf


powered by