Zwyczaje ostatkowe w Polsce

Michał Elwiro Andriolli  (1836–1893), Chodzenie z kozą (Wikimedia)
Kliknij!

Zwyczaje związane z ostatkami, czyli czasem od tłustego czwartku do wtorku przed środą popielcową, należą do najbardziej żywotnych i dobrze opisanych. Ostatnie trzy dni przed Popielcem nazywano nie tylko mięsopustem, ostatkami, ale też kusymi dniami lub kusakami, czyli diabelskimi dniami, a czasem też „szalonymi dniami”. Ich obchody przybierały różne formy w poszczególnych regionach kraju, ale najczęściej były to przejścia różnych grup kolędniczych. Można wśród nich wyróżnić trzy podstawowe typy.

Pierwszy z nich to chodzenie z niedźwiedziem, gdzie główną postacią jest niedźwiedź, któremu towarzyszą kominiarz, śmierć, biały koń, diabeł, kobieta z koszykiem, grajek, postać z długim kijem, na który nabijano otrzymaną w darze słoninę (głównie Wielkopolska i Śląsk). Drugi typ, charakterystyczny zwłaszcza dla Kujaw, to chodzenie z kozą w towarzystwie diabła, śmierci, kominiarza, baby z koszem, czasem też niedźwiedzia. Ostatni typ to „przebierańcy” - grupa przebrana za babę, dziada, cygankę, śmierć, której towarzyszą muzykanci (Mazowsze, Krajna, Pałuki). W charakterze darów kolędnicy otrzymywali jajka, kiełbasę, słoninę, a także charakterystyczne dla ostatków pączki. Starszych częstowano alkoholem, dzieci ciastem i słodyczami. Z czasem najczęstsze stały się datki pieniężne, za które wieczorem urządzano wspólną zabawę.

Poszczególne postaci orszaku i odgrywane scenki miały pierwotnie na celu pobudzenie do życia martwej po zimie przyrody, zapewnienie bogatego urodzaju, zdrowia, dobrego zamążpójścia dziewczętom i płodności kobiet. Charakterystyczne dla pochodów ostatkowych postaci kozy lub kozła oraz turonia występują praktycznie w całej Europie. Zwłaszcza kozioł był uważany za uosobienie mocy zapładniającej, a bardzo ważną częścią widowiska było symulowanie przez kozę czy kozła śmierci i zmartwychwstania. W Wielkopolsce i na Kujawach na zakończenie zapustów odbywały się zabawy zwane podkoziołkiem, podczas których dziewczęta musiały składać datki pieniężne pod figurką kozła lub nagiego chłopca (patrz: ZWYCZAJE OSTATKOWE W WIELKOPOLSCE).

Równie ważną postacią wśród maszkar zapustnych jest niedźwiedź. Zwierzę to wśród ludów Północy uchodziło za przodka ludzi, a z powodu zapadania w sen zimowy i budzenie się z niego było w wielu kulturach uważane za pośrednika między niebem a ziemią. Respekt wzbudzała siła niedźwiedzia, przypisywano mu mądrość, gdyż potrafił leczyć się jedząc odpowiednie zioła. Ludzie przebrani za niedźwiedzie tradycyjnie brali udział w ludowych zwyczajach związanych z zimą i karnawałem, ponieważ wierzono, że zwierzę to przynosi szczęście. Tacy przebierańcy pojawiają się np. na francuskiej rycinie z XIII wieku. Niedźwiedzie w korowodach przebierańców można też wiązać z popularną w dawnych wiekach rozrywką polegającą na wodzeniu żywego niedźwiedzia, co miało miejsce przez cały rok, za wyjątkiem zimy. Niedźwiednicy byli chętnie przyjmowani, gdyż wierzono, że oprowadzenie niedźwiedzia po domu i zagrodzie przepędza złe duchy, zapewnia dobrobyt w domu, a dziewczętom pomaga w zamążpójściu. Podobnie przejście wokół wsi chroniło od niebezpieczeństw i nieszczęść, a wokół pól lub stawów przynosiło urodzaj i obfite połowy ryb. Przebranie niedźwiedzi na terenach górskich stanowiły baranie futra i futrzane maski, na pozostałych terenach robiono je z powróseł słomianych lub z grochowin, a z czasem pojawiły się też czarne kominiarki zasłaniające twarze. Częstym rekwizytem stroju niedźwiedzia były dzwonki hałasujące podczas tańców i skakania, co miało odstraszać złe moce. 

Ważnym elementem obchodzenia przez przebierańców domów było zbieranie darów (głównie pożywienia, wódki i niewielkich datków pieniężnych), które zazwyczaj przeznaczano na wspólną ucztę i zabawę. Była to też okazja dla gospodarzy, by pochwalić się swą zamożnością, a przy tym uchronić się przed wyśmianiem w przyśpiewkach i oracjach czy też od przykrych psot. Zwyczaj obdarowywania grup kolędujących badacze zaliczają do rodzaju pomocy wzajemnej i współdziałania sąsiedzkiego w obrzędowości dorocznej. Przebierańcy, czy też osoby kolędujące z symbolicznym przedmiotem (szopką, kurkiem, gaikiem) obdarowywały gospodarzy życzeniami, wróżbą dobrych plonów, a w zamian otrzymywały upominki. Pod koniec XIX i w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku w orszakach chodzili często dorośli i dzieci z biednych rodzin, gdyż zbieranie darów mogło chwilowo poprawić ich los. Po II wojnie światowej z kolei część rolników nie pozwalała dzieciom chodzić „na żebry”. Współcześnie obrzędy te mają głównie charakter zabawowy. 

Na Lubelszczyźnie w grupach przebierańców chodzili „Cyganie”, dziad z babą, kogut, koń, osioł, bocian, koza, żebracy, kominiarze w towarzystwie muzykantów. W Sandomierskiem, na Lubelszczyźnie i miejscami na Podlasiu chodzący po wsi przebierańcy wozili też na wózku lub sankach bachusa, czyli przebranego chłopca lub lalkę ze słomy i grochowin, siedzącego na beczce i trzymającego dzbanek, do którego zbierano datki na wódkę i piwo. W Krakowskiem bachusami nazywano księcia Zapusta i jego towarzyszy – dziada, profesora z oślą głową i „oberwańców”. Tak opisywał go Eugeniusz Frankowski w Kalendarzu obrzędowym ludu polskiego (1928):

Zapust w kożuchu wywróconym włosem na wierzch, opasany powrósłem, w wysokiej czapce z tektury, ubranej wstążkami, papierkami i choiną, trzyma w ręku toporek drewniany z dzwonkiem. Dziad obdarty niesie koszyk na datki. Zapust prawi: „Ja mantuański książę idę z mojego kraju gdzie psi ogonami szczekają i t. d.” 

Na Kurpiach Zapust dosiadał konia z drewnianych drągów zawieszonych na płóciennych pasach na ramionach i nakrytych płótnem. Głowa konia była wykonana z drewna lub czaszki końskiej, a ogon z pęku lnu. Pojawienie się Zapusta w karczmie kończyło zabawę – posypywał gości popiołem i wyganiał ich wylewając wódkę i gasząc światło.

W Polsce południowo-wschodniej przedstawicielami „wywróconego na opak” świata byli posmoleni sadzami lub noszący maski przebierańcy – dziad, Cygan, Żyd, policjant, czyli postaci spoza wiejskiej społeczności. Pierwotnie przebierali się tylko mężczyźni, później dołączały do nich z rzadka kobiety. W takich przypadkach przydzielano im role męskie, a mężczyznom kobiece. Przebierańcy chodząc po domach upominali się o dary, podkradali żywność, chowali się w izbach i kukali jak kukułki. Jedną z postaci korowodu była Cyganka ze słomianą lalką-dzieckiem, na które zbierano datki (zwykle jajka). Być może miało to kiedyś związek z magią płodności. Jeśli gospodarze nie przyjęli grupy odpowiednio, Cyganka odgrywała się na nich np. wrzucając lalkę do garnka z zupą. Z kolei tam, gdzie spotkali się z dobrym przyjęciem podrzucała lalkę do tragarza (belki stropu), co zapewne nawiązywało do magii wegetatywnej. Przebierańcy zapustni nie składali życzeń, ale psocili, tańczyli i zachęcali do tego innych: 

„Stara babo, stary chłopie, Huloj dzisiaj na konopie […]

Jak nie będziesz tańczył, to ci w polu nie urodzi się nic, ani żyto, ani proso, żebyś nie chodził boso”.

Wśród przebierańców, nazywanych zazwyczaj drobami (drabami), byli m. in.  dziad i baba o twarzach wysmarowanych sadzami lub w maskach z króliczej skórki, w kapeluszach lub wysokich słomianych czapkach, niosący cepy ze słomianymi bijakami, kacały (kije oplecione powrósłem) lub gase (słomiane warkocze), którymi bili domowników. Ich charakterystyczną cechą były też garby wypchane sianem. Baba miała kosz lub torbę na datki. W Gnojnicy (Ropczyckie) chłopcy i dziewczęta przebierali się za bekusy wkładając maski z papieru, Byli wśród nich dziad z babą, Turek, Cygan, Cyganka, druciarz, diabeł, śmierć, orszak weselny, żandarm wiodący złodzieja, konik z drewnianym łbem osadzonym w opałce oraz policjant i sekwestrator spisujący sprzęty domowe i żywy inwentarz. Na uwagę zasługuje fakt, że na tych terenach wyjątkowo spotyka się postaci zwierzęce, które są charakterystyczne dla zapustów w innych regionach. W związku z tym ciekawy jest występujący w Tarnobrzeskiem zwyczaj chodzenia z niedźwiedziem. Na początku XX wieku opisał go Karol Matyas, nauczyciel z Tarnobrzega. W pochodzie szło 9 osób: niedźwiedź w stroju ze słomy i szpiczastej słomianej czapie prowadzony na powróśle przez Kaśkę, czyli chłopaka przebranego za kobietę. Ponadto szedł Żyd w pożyczonym żydowskim ubraniu, dziad w kożuchu wywróconym kudłami na wierzch, z torbą i kijem do opędzania od psów. Dwaj inni nieśli kosz na jaja i wór na ziarno, czyli na datki, które spisywał pisarz w wojskowym mundurze. Ponadto szedł chłopak dźwigający drewniany kloc na sznurze i skrzypek. Przebierańcy dawali występ przed domem – niedźwiedź i Kaśka tańczyli na miejscu, gdzie gospodyni wyrzucała śmieci z izby (na „wytańczonych” śmieciach miały dobrze rosnąć konopie), a Żyd prosił o datki. Wychodziła do nich z darami gospodyni, która po krótkim tańcu z niedźwiedziem wyskubywała z jego stroju słomę do podłożenia pod gęś siedzącą na jajach, by wszystkie gąsięta się wykluły. Zwyczaj ten odnotowano jedynie w trzech wsiach - Stale, Wydrzu i Grębowie. Ponadto w Tryńczy (Przeworskie) zanotowano chodzenie z kozą, maszkarą podobna do turonia. 

Na terenie Puszczy Sandomierskiej w szalone dni także chodzili przebierańcy zwani drabami. Mieli oni twarze usmolone sadzami i nosili stare kapelusze. W Charzewicach (ob. dzielnica Stalowej Woli) do czasów I wojny światowej w zapust chodził grochowiak ubrany w zgrzebne portki, słomiane papcie i takiż kapelusz, przewiązany w pasie wiązką słomy. Obchodził on domy, gdzie mieszkały panny na wydaniu i groził im pałą z uczepionym dzwonkiem za to, że nie wyszły za mąż.

We wtorek przed Popielcem pod koniec XIX wieku we wsiach położonych w północnej części Wisły i Sanu chodziło trzech nastoletnich chłopaków przebranych za diabła, śmierć i pijaka – zapusta owiniętego w grochowiny, którzy w domach przedstawiali scenę śmierci pijaka ściętego przez śmierć i męczonego w piekle przez diabła. Na koniec śmierć litowała się nad nim, cuciła go wódką, a następnie przebierańcy tańczyli ze sobą i zbierali datki. 

W Sądeckiem i Rzeszowskiem w ostatki w karczmach pili i tańczyli głównie mężczyźni, którym kobiety dla oszczędności donosiły przygotowane w domu potrawy. W większości regionów był to jednak czas, gdy w karczmach bawiły się zamężne gospodynie, a zabawę  kontynuowały nierzadko we wstępną środę, czyli Popielec. Odbywały się wówczas tańce kobiet „na wysoki len i konopie”. W tym samym czasie mężczyźni skakali w tańcu „na wysoki owies, pszenicę czy żyto”. Był to relikt starych praktyk magicznych, które opierały się na przekonaniu, że podobne wywołuje stany podobne. Tu wysoki skok miał sprawić, że rośliny urosną tak samo wysoko i bujnie. Udział kobiet miał zwiększyć skuteczność praktyk zapewniających urodzaj, gdyż pokazywał analogię między rozwijającymi się w ich ciele płodami a ziarnem kiełkującym w ziemi. Tańce te znane były również w innych regionach, np. w Wielkopolsce, na Górnym Śląsku, a także u Słowaków i Czechów.

W „kusy wtorek” albo w Popielec odbywał się też ważny obrzęd inicjacyjny, czyli rytualne wprowadzenie poślubionych w ostatnim roku młodych mężatek do grona gospodyń. Starsze kobiety zwoziły je ze wsi do karczmy, gdzie młode kobiety musiały się wykupić datkami przeznaczonymi na trunki i opłacenie grajków. W niektórych kujawskich wsiach młode mężatki zwożono do karczmy na przystrojonych taczkach ciągniętych przez zapustnego niedźwiedzia - mężczyznę w stroju z grochowin.

Ostatkowych przebierańców nie brakowało też na Mazowszu. Oprócz znanych już garbatych dziadów i bab, Żydów, Cyganów i Cyganek z bachurami ze smatów, pojawiali się tu Węgrzyni lub Słowacy-olejkarze sprzedający cudowne leki. Chodziły też maszkary zwierzęce – bocian (rzadko) i dokazujący niedźwiedź (miedźwiedź) prowadzony przez Cygana. Dawniej na zakończenie obchodu wsi na niedźwiedziu podpalano grochowiny i zaraz gaszono. Zaprzestano tego zwyczaju, gdyż zdarzały się przypadki ciężkich poparzeń. Na początku XX wieku obwożono jeszcze we wtorek zapuśnego dziadka z babko, czyli słomiane kukły w łachmanach umieszczone na obracającym się w czasie jazdy kole. Towarzyszyła im  poprzebierana młodzież, a nawet mężatki. Na zakończenie wyprawiano zabawę w karczmie i zjadano otrzymane dary. Kukły dziada i baby wiąże się z dawnymi zwyczajami zadusznymi i uważa je za wyobrażenie przodków. Na Mazowszu pojawiały się też koza lub kozioł, jeździec na koniu, a także tur (Łowickie, Rawskie) lub wół czy byk (Mazowsze płockie), a ponadto odmieńcy: karły, wielkoludy – ludzie na szczudłach oraz postaci dwoiste (tzw. chłop na babie), czyli mężczyzna z przyczepionym z przodu w pasie kobiecym torsem, a spódnicą i nogami z tyłu. Wierzono, że przebrania zwierzęce sprowadzają urodzaj i pomyślność w hodowli, stąd znany i tutaj zwyczaj oskubywania słomy i grochowin z przebrań w celu podłożenia do gniazd lęgowych.

W Opoczyńskiem najważniejszą postacią wśród maszkar ostatkowych był prowadzony przez Cygana niedźwiedź. Znany nam już strój z grochowin miał na plecach wzmocnienie z deski zabezpieczające przed uderzeniami. Na rozkaz przewodnika miś tańczył, odgrywał scenki, na koniec przewracał się udając chorobę i stawiano mu bańki. W tym czasie inni przebierańcy szukali w komorze śperki do jajecznicy, Cyganka wróżyła i prosiła o obrok dla misia, a dziad rzucał niesioną przez siebie torbę ze skorupami w drodze z jednej chałupy do drugiej.

Ciekawy zwyczaj ostatkowy, kultywowany do chwili obecnej ma miejsce w miejscowości Jedlińsk w powiecie radomskim (woj. mazowieckie). Jest to wielkie widowisko znane jako ścięcie śmierci. Było ono wystawiane prawdopodobnie już w XVII wieku, gdy popularna była tematyka śmierci, jej tańca i makabrycznych symboli (czaszek, piszczeli, kos). Tak jak w wielu innych regionach Polski w Jedlińsku od rana w „kusy wtorek” chodzą przebierańcy zwani kusakami. Wszystkie postaci odgrywają mężczyźni, a w pochodzie można znaleźć młodą parę, wójta Pardołę, niedźwiedzia, policjantów, „krakusów”, liczną grupą diabłów, Żydów i prostego ludu, Cyganów, rybaków, grajków. Po południu na rynku odbywa się spektakl sądu nad śmiercią i jej egzekucji. W skład trybunału wchodzą Burmistrz, Wójt i Ławnicy sądzący Śmierć, którą udało się schwytać, gdyż „w kusaki się upiła i swoją kosę zgubiła”. Po obradach na oczach widzów skazuje się Śmierć na ścięcie. Egzekucji dokonuje kat w czerwonym stroju wymachując mieczem (niekiedy rozbijał też na jej głowie garnek z czerwoną farbą lub popiołem). Dawniej w chwili egzekucji Śmierć wypuszczała zza pazuchy czarnego kota, który symbolizował jej mroczną duszę. Anioł przestrzegał zgromadzonych, że Śmierć nadal będzie zbierać plony. Następnie wkładano zwłoki Śmierci do trumny z surowych desek i obwożono ją na wozie lub saniach po mieście, a przed nią jechał Kat na białym koniu. Konduktowi towarzyszyły hałasujące Diabły walące w wieko trumny drewnianymi pałkami lub pięściami oraz kręcące drewnianymi kołatkami. Śmierć wywożono za granice miasta, a w miasteczku aż do północy trwały tańce i pijatyka. Zwyczaj ten w ostatnich latach stał się świętem pod nazwą „Jedlińskie Zapusty”,

Jedlińskie obrzędy prawdopodobnie nawiązują do dawnych praktyk kultowych, znanych z innych regionów Polski i Europy, a polegających na niszczeniu, ścinaniu, topieniu czy też paleniu symboli śmierci i zimy lub też na pozornym wykonywaniu wyroku śmierci na przebierańcach zapustnych symbolizujących zimę, np. na niedźwiedziu, którego przebranie z grochowin było często palone lub topione. Podobnie tłumaczy się ścinanie Mięsopusta, czyli słomianej kukły włóczonej po rynku w Krakowie oraz po ulicach i placach miejscowości podkrakowskich, na której dokonywano egzekucji. Zbliżony był też występujący na Kujawach zwyczaj zabijania grajka, który był przede wszystkim symbolicznym zakończeniem tanecznych zabaw. Około północy bawiący się w karczmie mężczyźni chwytali jednego z muzykantów i wywozili na taczkach na miejsce „stracenia”. Pozorowali ją uderzając grajka workiem z popiołem, a on wypuszczał zza pazuchy ukrytego czarnego kota, podobnie jak jedlińska Śmierć. Czasem też na miejscu „egzekucji” rozpalano ognisko z grochowin i słomy lub „wieszano” grajka na drzwiach karczmy, czyli umieszczano na nich elementy męskiej garderoby, kapelusz i skrzypce na znak, że na czas postu muzyka musi zamilknąć.

Na Warmii i Mazurach przebierańcy już w poniedziałek chodzili po zebraniu. Mężczyźni przebierali się za dziewczęta, dziadów, baby, myśliwego, a najważniejszą postacią był niedźwiedź harcujący i mocujący się na ziemi z dziadami i babami. Jeśli w pochodzie znalazła się dziewczyna, to musiała występować w męskiej roli. Obchodzono wszystkie domy, a zebrane dary znoszono do domu, gdzie odbywała się zabawa ostatkowa dla wszystkich mieszkańców z tańcem na wysoki len. Obowiązkowy na tych zabawach był też zwyczaj podobny w treści do tańców przed podkoziołkiem – skok przez obryncz zapustno, czyli koło z giętkiej gałęzi ozdobione wstążkami i papierowymi kwiatami. Obrzędowy taniec zaczynał się od najstarszej dziewczyny. Jeden z chłopców zarzucał na nią obręcz gdy tańczyła, a wówczas jej taneczny partner pomagał ją przeskoczyć. Dziewczyna rzucała pieniężny wykup dla muzykantów, a obręcz zarzucano na kolejną dziewczynę. Potem przez obręcz przeskakiwali chłopcy, ale ich okup był wyższy. Mogli też skakać pozostali mający chęć i pieniądze. Zwyczaje te zanikły po II wojnie światowej.

Chodzenie maszkar zapustnych na Pomorzu zaczęło zanikać przed I wojną światową. Nazywano je tutaj chodzeniem po plackach, gdyż powszechnie je wtedy pieczono i były popularnym darem. W skład pochodu wchodził najczęściej niedźwiedź, koza lub kozioł, bocian, rzadziej koń, a towarzyszyły im dziady, baby i inne postaci. W powiecie brodnickim obrzęd kończyło podpalenie słomianego stroju na niedźwiedziu, a od jego zręczności zależało, by szybko ugasił ogień tarzając się po ziemi, co nie zawsze się udawało. W niektórych wsiach, zamiast maszkar zwierzęcych, chodzili chłopcy w starych ubraniach, z usmolonymi twarzami, brodami i wąsami z lnu, grając na ustnych harmonijkach i diabelskich skrzypcach, czyli kiju z przywiązanymi dzwonkami i blaszanymi naczyniami. Tak było m.in. w powiecie działdowskim, gdzie pojawiał się też pochód młodej pary z drużbami i druhnami. W miejscach, gdzie w zwyczaju uczestniczyły dziewczęta obowiązywała zamiana ról, czyli przypadały im role męskie i odwrotnie. Na kończącej obrzęd wspólnej zabawie kobiety tańczyły „na wysoki len” lub z kądzielami, a w powiatach grudziądzkim i działdowskim skakano też przez obręcz. W powiecie starogardzkim zabawę ostatkową nazywano koźlim wieczorem. 

Wiele zwyczajów ostatkowych praktykowano na obszarze Zagłębia Dąbrowskiego (wschodnia część woj. śląskiego). W szalone dni, jak nazywano ostatki, chodzono m.in. z zapustem, czyli chłopcem w przebraniu starego dziada, któremu towarzyszyło zwykle dwóch innych ubranych „cudacznie”. Chodzili oni po domach wygłaszając lub śpiewając oracje zaczynające się od słów:

„Prowadzimy Zapusta z dziwnego kraju, gdzie psy ogonami szczekają, ludzie łokciami gadają, a jedzą uszami, gdzie deszcz z ziemi do nieba spada itd.” 

Na zakończenie zapustów chodzili także po wsi, zaczynając od dworu, jeździec przypominający lajkonika, koza i żuraw kłapiący dziobem. Towarzyszyła im gromada młodzieży oraz dźwięki skrzypek i janczarów. W okolicach Sławkowa w ostatnim tygodniu karnawału chodziły grupy przebierańców o twarzach wymazanych sadzą, wygłaszających żartobliwe oracje, za które otrzymywali poczęstunek lub pieniądze.

Jednak najważniejszym zwyczajem ostatkowym Zagłębia Dąbrowskiego było wodzenie niedźwiedzia lub misia. W gminie Niegowa misie chodzą w sobotę, niedzielę przed Popielcem (do lat 50. XX w. jedynie w poniedziałek i wtorek). Przygotowania do pochodu zaczynają się wcześnie rano w miejscu, gdzie uczestnicy orszaku przebierają się. Jednego z nich owija się powrósłami ze słomy żytniej lub owsianej (kiedyś z grochowin), co trwa około trzech godzin. Skład i wielkość grup w poszczególnych miejscowościach może się różnić. Oprócz  misia w orszaku idą poganiacze, baby, Żyd, dziad, grajek, lekarz, ksiądz, młoda para, Cygan, Cyganki. W Postaszowicach i Mzurowie jeden z poganiaczy niesie kłapacza, czyli duży drewniany łeb z rogami i kłapiącą szczęką osadzony na kiju. W Trzebniowie zwyczaj nazywa się misie-Cyganki, gdyż tylko w tej miejscowości, przynajmniej od lat 50. XX wieku, wśród przebierańców idą kobiety w strojach Cyganek, a panem młodym jest drobna dziewczyna. Poganiacze mają zwykle ciemne ubrania, w pasie, na przegubach rąk i na kostkach są przewiązani słomianymi powrósłami z wstęgami kolorowej bibuły. Trzymają też długie słomiane baty i smarują twarze spotkanych i odwiedzanych przez siebie osób (zwłaszcza dziewcząt) czarną mazią z sadzy, pasty do butów lub farby. Żyd musi mieć garb, długą brodę z konopi i kij, niesie też kosz lub miednicę z towarem na sprzedaż (tabletki i maści na wszelkie dolegliwości, kapsle naśladujące medale, „papierosy” z słomy itp.). Baba to przebrany chłopak w peruce lub chustce na głowie, z wydatnie wypchanym biustem. Baby tańczą z gospodarzami i zbierają pieniądze. Uczestnicy pochodu obchodzą swoje wsie bawiąc się z gospodarzami i składając im życzenia, a jeśli nikt z domu do nich nie wyjdzie brudzą okna sadzą lub rozsypują sieczkę. Gospodynie starają się uszczknąć słomę ze stroju misia, by podłożyć ją w kurniku do gniazd kurzych lub gęsich i w ten sposób sprawić, by ptaki lepiej się niosły. Na zakończenie obchodu przebranie niedźwiedzia rozcina się i porzuca na granicy wsi lub pali, a następnie w każdej wsi odbywa się zabawa, na którą zapraszani są wszyscy mieszkańcy.

Również na tym terenie znane były ostatkowe zabawy kobiet z tańcem na urodzaj oraz przyjmowanie młodych mężatek do grona gospodyń. Grupa przebrana za Cyganów „porywała” świeżo poślubioną z domu, po czym na wózku czy sankach, przy głośnych krzykach i uderzaniu w metalowe pokrywki, wiozła ją do domu, gdzie urządzano składkową zabawę. Mąż porwanej musiał ją wykupić przynosząc wódkę i poczęstunek. 

Wodzenie niedźwiedzia, nazywane też kludzeniem bera lub łażeniem z berym (z niem. Bär - niedźwiedź) jest niezwykle popularne na Górnym Śląsku, a zwłaszcza na Ziemi Opolskiej, gdzie odnotowano ponad 100 (!) grup tych przebierańców. Obchody te miały miejsce w poniedziałek i wtorek przed Popielcem, obecnie przesuwa się je na ostatnią sobotę lub niedzielę. Gdy teren jest rozległy, przebierańcy przemieszczają się na przyczepach rolniczych lub w przystrojonych klatkach do przewozu zwierząt, które ciągną traktory. Współcześnie w skład kilku- lub kilkunastoosobowych grup oprócz mężczyzn wchodzą też kobiety i dzieci. Towarzyszy im też grupa muzyków lub akordeonista. Jednym z instrumentów są diabelskie skrzypce, podobne do kaszubskich, nazywane tu teufelsgeige. Grupy przebierańców bywają  nazywane ostatkorzami i murzynami w Lublinieckim i bakchusami w Kluczborskim.

Jedna z najstarszych relacji o wodzenia niedźwiedzia to praca Johanna Bushinga Die Fastnacht in Schlesien (Ostatki na Śląsku) z 1827 roku, której streszczenie umieścił w rękopisie Rozmaitości górnośląskie (1842) Józef Lompa. Ciekawy jest opis wodzenia niedźwiedzia w Obrowcu (gm. Gogolin, pow. krapkowicki) sporządzony przez Elżbietę Dąbrowską w 1977 roku. Teksty dla grupy przebierańców pisała co roku jedna z mieszkanek, a nawiązywały one do bieżących wydarzeń z życia wsi. W orszaku szli Niedźwiedź, Szandara (Żandarm), Feszter (Leśnik), Młodzi Państwo (prawdziwa para narzeczonych przebrana na odwrót – chłopak za dziewczynę, dziewczyna za chłopaka), Masorz (Rzeźnik), Cygani, Śmierć, Diabeł, muzykanci. Masorz miał biały fartuch i czepek, Feszter mundur leśnika i strzelbę na ramieniu, Śmierć odziana w białą płachtę niosła kosę, a Diabeł skrzypce z drzewa, drutu i starych puszek. We wszystkich gospodarstwach odgrywano scenę sądu nad niedźwiedziem. Szandara przedstawiał jego winy, na koniec niedźwiedź padał martwy, a Państwo Młodzi zbierali pieniądze na wychowanie młodego niedźwiedzia, którego symbolizował pluszowy miś wyjęty zza skóry starego i który w następnym roku miał odpowiadać za wszystkie winy i błędy popełnione we wsi. Podczas sądu Cygani wróżyli, Śmierć straszyła dzieci, a Diabeł gonił dziewczęta. Na zakończenie odbywała się wspólna zabawa taneczna z poczęstunkiem z zebranych darów i pieniędzy, podczas której po raz ostatni prezentowano  całe widowisko. 

Podobny przebieg miał zwyczaj zwany bakuse, mający miejsce w Dańcu (gm. Chrząstowice, pow. opolski), a opisany m. in. przez Konrada Mientusa w Kalendarzu Opolskim na 1983 rok. Po zastrzeleniu niedźwiedzia przez leśniczego:

wszystkie kobiety rzucają się na tego niedźwiedzia i obszarpują go ze słomy. Taka bowiem słoma odstrasza zające z kapusty, a podłożona pod siedzącą na jajkach gęś działa zdrowo na młode pilątka (gąsiątka). Teraz rozpoczyna się zabawa taneczna, na której tańczy się na kuloch (burak), na kapustę i inne owoce, i ziemiopłody, żeby urodzaj był wielki. 

W ostatnich latach w grupach przebierańców pojawiają się nowe postaci, takie jak wampir, Walentynka, Czerwony Kapturek, pajac, czy kamela - wielbłąd zatrzymujący samochody i domagający się datków. W większości grup są diabły i kominiarze, którzy smarują spotkanych ludzi mazidłem z sadzy i tłuszczu. Datki pieniężne przeznacza się obecnie nie tylko na zabawę, ale również na cele charytatywne lub społeczne.

Na Górnym Śląsku zdarzały się też wsie (np. Siołkowice Stare), gdzie główną postacią korowodu był koń, mimo że szedł w nim też niedźwiedź. Koń najczęściej przypominał lajkonika, czasem wożono go na specjalnej konstrukcji lub wózku. We wsi Solarnia (gm. Pawonków, pow. lubliniecki) przed I wojną światową chodził pochód bez niedźwiedzia, a jego najważniejszą postacią był król na koniu, któremu towarzyszyli: lofer (woźnica) idący przed koniem z batem w ręku, drużba, druhna, dziad, diabeł i muzykant. Lofer pytał gospodarzy o zgodę na wejście konia, gdy ją otrzymał zaczynała się zabawa przed domem. Koń harcował, diabeł próbował porwać jedzenie, przebierańcy tańczyli z domownikami, by zapewnić urodzaj i dostatek w zagrodzie. Po obejściu domów wszyscy zbierali się na zabawie w karczmie. Najpierw odstrajano konia, potem tańczyli przebierańcy, a następnie pozostali. Za dodatkową opłatą zamawiano tańce ze skokami na kapustę, na ziemniaki, na borówki, a towarzyszyła temu formuła „aby mi się latoś darzyło”.

 W Popielowie (pow. opolski) istniał zwyczaj chodzenia z kozłem w ostatnią sobotę przed Popielcem. W orszaku przebierańców brali udział przedstawiciele urzędów i firm ważnych dla wsi. Najważniejszy był zaś gospodarz prowadzący na sznurku żywego kozła, którego licytowano podczas wieczornej zabawy. Kozioł miał przynosić szczęście i pomyślność w gospodarstwie, a w następnym roku również brał udział w pochodzie i licytacji. Zwyczaj był praktykowany do 1978, a przywrócono go w 2011 roku. W reaktywowanym orszaku przebierańców szli państwo młodzi, kominiarz, ksiądz, cyganka, policjantka, strażak, myśliwy, zakonnik, pielęgniarka, ministrant, gospodarz z kozłem. Mieszkańcy przyjmowali ich poczęstunkiem, a na zakończenie odbyła się zabawa taneczna w domu kultury. Nie przywrócono jednak zwyczaju licytacji kozła.

Na Śląsku zwyczaje ostatkowe zanikały przed I wojną światową, co wiązało się z polityką germanizacyjną, a do ich przywrócenia w dwudziestoleciu międzywojennym przyczynili się w dużej mierze polscy nauczyciele szkół ludowych. Począwszy od drugiej połowy XX wieku skład grup przebierańców i ich repertuar ulegał modyfikacji głównie pod wpływem konkursów i przeglądów folklorystycznych.

Na Kujawach najważniejszym elementem zwyczajów zapustnych jest chodzenie z kozą, nazywane też czasem kozą. Na południu Kujaw w pochodach szli Żydzi, niedźwiedź i koza, czyli chłopak nakryty płachtą i niosący na drągu wystrugany łeb kozi z kłapiącą szczęką. W latach międzywojennych towarzyszył im harmonista, później dołączyli baba i żandarm. Baba niosła wiadro i prowadziła kozę, za nią podążali Żydki, z których jeden miał drewnianą lub skórzaną głowę z umazaną na czarno twarzą, a osadzoną na długim kiju. Nazywano go Mojsiu. W izbie koza bodła dziewczęta, baba próbowała ją doić, ale zwierzę ją przewracało. Baba głośno krzyczała, na ratunek rzucali się Żydzi, na co wkraczał żandarm na koniu i wypisywał karę za awanturę. Dostawał wtedy datek od gospodarzy, a babie dawano pączki do wiadra. Bożena Stelmachowska w Podkoziołku w obrzędowości zapustnej Polski Zachodniej (1933) pisała o ludzkiej głowie z drewna na kiju, która pojawiała się na Kujawach Zachodnich. Tam przedstawiała ona starca z siwą brodą, a nazywano ją Burdach, Buzdach. Krystyna Pawłowska wiąże ją z postacią tzw. Żywego na Umarłym, która występuje w okresie międzywojennym i współcześnie. Jest to mężczyzna trzymający przed sobą wypchany sianem korpus ludzki z pomalowaną głową, do którego przyczepia się pasami zwisające z tyłu nogi. Twarz mężczyzny Żywego przesłania maska. Całość sprawia wrażenie, że Żywy jedzie na Umarłym. Według Pawłowskiej postaci te symbolizują życie i śmierć, które są związane z okresem wiosenno-zimowym. Oprócz opisywanej kozy często pojawiał się bocian jako zwiastun wiosny, rzadziej jeździec na koniu – mężczyzna w białej płachcie z głową konia na kiju. Popularny był też niedźwiedź w słomianym lub grochowinowym stroju, który gdzieniegdzie miano kiedyś na nim podpalać. W międzywojniu najważniejszymi postaciami pochodu byli dziad, baba, niedźwiedź i prowadzący go Cygan, koza, czasem koń i postaci z herodów – diabeł, anioł, śmierć. W Kruszwicy szło też czterech Murzynów. Później pojawiła się również młoda para, kominiarz i Cyganka, a towarzyszyli im muzykanci. Przed 1939 rokiem przebierali się dorośli mężczyźni, w tym żonaci, po wojnie już młodzież szkolna, sporadycznie dziewczęta. W niektórych wsiach odnotowano informacje, że chodzili głównie ludzie biedni. Dawniej przebierańcy omijali jedynie te domy, gdzie były małe dzieci, by ich zbytnio nie wystraszyć. Pominięcie innego domu było wielkim dyshonorem. Obecnie najczęściej przyjmuje się ich przed domem dając pieniądze „na sianko dla kozy”. Gdy doszło do spotkania dwóch orszaków, najczęściej kończyło się to bójka i próbą zniszczenia kozy konkurentów. 

Kończąca ostatki zabawa z uzbieranych datków nosiła na Kujawach nazwę podkoziołek.. Miała taki sam przebieg jak w Wielkopolsce z tańcami i składaniem wykupu przez panny lub ich adoratorów przed figurką kozła lub naguska (golaka). Pojawiał się też na niej mężczyzna przebrany za kozę na początku zabawy lub na jej zakończenie.

Zwyczaje ostatkowe na ziemi dobrzyńskiej są bardzo zbliżone do kujawskich, a także występujących na ziemi chełmińskiej, na Pomorzu i w Polsce centralnej. Także tutaj do 1939 roku najpopularniejszymi postaciami były koza, bocian, rzadziej niedźwiedź i jeździec na koniu, do wyjątków należało chodzenie z kogutem. Pojawiała się ponadto śmierć, państwo młodzi, diabły, cyganie, cyganki, dziadów, baby, kobieta z dzieckiem, Żydzi, żołnierze, milicjanci. Przebierańcy chodząc po domach dostawali datki pieniężne, jajka, słoninę i kiełbasę, a także popularne w tym okresie pączki, od których wzięła się nazwa chodzić po pączkach. Maszkary były podobne do już nam znanych. Koza podczas przedstawienia była dojona, wierzgała, bodła, a na koniec padała „nieżywa”. Niedźwiedź był okręcony grochowinami lub nakryty odwróconym włosem na wierzch kożuchem, miał też drewniany łeb. Chłopak „siedzący na koniu” miał zwykle strój żołnierza, czasem towarzyszyło mu 6, a nawet 12 żołnierzy (np. w Radomicach). Czasem przebierały się też dziewczęta, zwłaszcza tam, gdzie tworzono orszak państwa młodych. 

Na ziemi dobrzyńskiej chodzono też obręczą z prętów jałowcowych, owiniętą wstążkami i z zawieszonymi dzwoneczkami. Szedł z nią jeden chłopiec w towarzystwie grajków. W domach, gdzie były panny na wydaniu, brali ją w środek obręczy i tańczyli, czasem brano w obręcz gospodynię. Musiały się one wykupić. 

Przebrania zwierzęce zaczęły zanikać jako pierwsze jeszcze na początku XX wieku, a ostatecznie zakończyła je II wojna światowa. Przebrania diabłów, Cyganów itp. można było spotkać jeszcze w latach 70. XX wieku, ale w znacznie mniejszym natężeniu. Wszystkie pochody kończyła wspólna zabawa w jednym z domów lub remizie. Zabawa zwana podkoziołkiem została odnotowana jedynie w Zbytkowie (gm. Lipno). Ustawiano tam tyłem do sali kukłę koziołka, którego panny musiały całować pod ogonem, a kawalerowie rzucali pod nią pieniądze.

Opracowała: Małgorzata Sawicka

 

WYBRANA LITERATURA:

Bazielich B.

2003 Niedźwiedzie tradycje, „Studia Etnologiczne i Antropologiczne”, t. 7 Aktywność kulturalna i postawy twórcze społeczności lokalnych pogranicza, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, s. 231-247.

Drożdż A.

2002 Pomoc wzajemna. Współdziałanie społeczne i pomoc sąsiedzka, „Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego”, t. 7, Wrocław-Cieszyn: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.

Dydowiczowa J.

1967 Zwyczaje i obrzędy doroczne, w: Kultura ludowa Wielkopolski, J. Burszta (red.). t. 3, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s. 11-88.

Frankowski E.

1928 Kalendarz obrzędowy ludu polskiego, seria: Bibljoteka Regjonalna, Tom II, Warszawa: „Nasza Księgarnia”.

Garstka R., Lysko A.

2018 Czas niezwykły. Obrzędowość doroczna na Górnym Śląsku, Katowice: Regionalny Instytut Kultury.

Karczmarzewski A.

2011 Ludowe obrzędy doroczne w Polsce południowo-wschodniej, Rzeszów: Wydawnictwo Libra, Muzeum Okręgowe.

Ogrodowska B.

2000 Święta polskie. Tradycja i obyczaj, Warszawa: Wydawnictwo Alfa.

Pośpiech J.

1987 Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole: Instytut Śląski.

1989 Obrzędy i zwyczaje doroczne, w: Folklor Górnego Śląska, D. Simonides (red.), Katowice: Wydawnictwo „Śląsk”, s. 171-224.

Sawicka M.

2019 Podkoziołek, bery, cymper na tle zapustnych grup kolędniczych w północnej i zachodniej Polsce, w: A. Jełowicki (red.), Podkoziołek, bery, cymper. Żywa tradycja w Wielkopolsce, Szreniawa: Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie.

Smolińska T. (wybór i oprac.)

2004 Tradycyjne zwyczaje i obrzędy śląskie. Wypisy, Opole: Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego.

Sobczyńska K., Byszewski Wł.

1983 Obrzędy i zwyczaje doroczne, w: Folklor Zagłębia Dąbrowskiego, J. Marcinkowa, K. Sobczyńska, Wł. Byszewski, Warszawa: Centralny Ośrodek Metodyki Upowszechniania Kultury, s. 17-75.

Stelmachowska B.

1933 Podkoziołek w obrzędowości zapustnej Polski Zachodniej, Poznań: G. Gebethner i Wolff.

 

INNE ŹRÓDŁA:

https://radom.wyborcza.pl/radom/7,35216,24514535,kusaki-w-jedlinsku-jedyne-takie-sciecie-smierci-w-polsce.html

http://jedlinsk.pl/59,jedlinskie-kusaki.html

http://popielow.pl/926/chodzenia-z-kozlem.html

https://www.slaskiesmaki.pl/article/364657/ostatki-w-slaskim

http://www.misie.com.pl/wp-misie/kategorie-czytelni/tradycje-zwiazane-z-misiem-i-niedzwiedziem/


powered by