Święty Marcin na białym koniu jedzie. O zwyczajach świętomarcińskich

Anthony van Dyck (1599-1641), Święty Marcin dzielący swój płaszcz, ok. 1620, Royal Collection (wł. brytyjskiej rodziny królewskiej), źródło – Wikimedia
Kliknij!

Jedenastego listopada obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości ustanowione w 1937 roku. Obchody tego święta zatarły pamięć o patronie tego dnia, czyli świętym Marcinie z Tours otaczanym kiedyś powszechną czcią. Jedno z nielicznych obecnie miejsc w Polsce, gdzie Święty jest nadal szczególnie honorowany to Poznań. W tym roku nie możemy uczestniczyć w obchodach imienin ulicy Święty Marcin, przypomnijmy więc sobie sylwetkę opiekuna biedaków i żebraków, ale też młynarzy, właścicieli winnic, hotelarzy i oberżystów oraz abstynentów. 

Marcin urodził się około 316 lub 335 r. w Sabarii w Panonii (prawdopodobnie to obecne Szombathely na Węgrzech) w rodzinie rzymskiego trybuna, który nadał synowi imię pochodzące od rzymskiego boga wojny Marsa. Gdy Marcin był jeszcze dzieckiem przeniósł się wraz z rodziną do Pawii, gdzie zetknął się z chrześcijaństwem i zaczął przygotowywać się do chrztu, czemu jednak sprzeciwili się jego rodzice. Ojciec umieścił piętnastoletniego Marcina w legionach rzymskich w Galii, gdzie wkrótce został oficerem. W tym czasie miał się wydarzyć cud, który zaważył na przyszłości Marcina. W zimowy wieczór  jadąc konno do Amiens, spotkał u bram miasta żebraka. Nie mając przy sobie jedzenia ani pieniędzy, odciął mieczem połowę płaszcza, aby go okryć. W nocy przyśnił mu się Chrystus przyodziany w połowę jego opończy i mówiący do anioła: "To Marcin okrył mnie swoim płaszczem". Scena przedstawiająca Marcina z żebrakiem była przez wieki jednym z najbardziej popularnych motywów w malarstwie religijnym.

Wkrótce po tym wydarzeniu Święty opuścił wojsko, przyjął chrzest i został uczniem św. Hilarego z Poitiers. Wrócił do Panonii, by prowadzić tam działalność misyjną, ale wkrótce musiał ją opuścić przepędzony przez arian. Przez jakiś czas żył jako pustelnik na wyspie Gallinara w pobliżu Genui. W 361 r. założył w Liguge pierwszy klasztor w Galii. Dziesięć lat później, w 371 r., mimo jego sprzeciwu, lud wybrał go biskupem Tours. Data ta jest potwierdzona w dokumentach. Wiąże się z tym legenda, że Marcin nie chcąc przyjąć zaszczytu ukrył się przed wiernymi w kurniku, ale jego kryjówkę zdradziły gęgające gęsi. Według innego podania już jako biskup, Marcin kazał masowo zabijać gęsi w okresie wielkiego głodu. Stąd miał się wziąć powszechny zwyczaj jedzenia pieczonej gęsi w dniu św. Marcina, a gęś stała się jednym z jego atrybutów w ikonografii.

Jako pasterz diecezji nadal żył skromnie jak mnich, co budziło sprzeciw okolicznych biskupów. Klasztory, które zakładał, łączyły koncepcję życia mniszego z pracą misyjną. Sam też odbył wiele wypraw misyjnych, m. in. rozpoczął chrystianizację prowincji galijskiej. Był znanym apostołem wsi, wspierał ubogich, co zaskarbiło mu powszechną miłość i szacunek. Jeszcze za życia nazywany był mężem Bożym. Marcin z Tours zmarł podczas podróży duszpasterskiej przez diecezję 8 listopada 397 r. w Candes (ob. Candes-Saint-Martin), mając około 80 lat. Na pogrzeb biskupa biedy i biednych, jak go nazywano, przybyły do Tours rzesze ludzi, w tym około dwóch tysięcy mnichów. Pochowano go 11 listopada 397 r. i ten dzień przyjął się jako wspomnienie Świętego. Nad grobem Marcina na początku V w. wzniesiono kaplicę, a kilkadziesiąt lat później powiększono ją do rozmiarów bazyliki. 

Marcin zaczął odbierać cześć Świętego w Kościele Zachodnim jako pierwszy wyznawca, a nie męczennik. Od V w. grób Marcina był nie tylko celem licznych pielgrzymek, ale też narodowym sanktuarium frankońskim. Płaszcz Marcina uchodził za frankońską relikwię państwową i zabierano go na wszystkie wojenne wyprawy, a w czasach pokoju był przechowywany w pałacu królewskim w Paryżu. Relikwie Marcina zniszczyli w znacznej mierze hugenoci w XVI w. Niewielka ich część zachowała się w krypcie bazyliki św. Marcina w Tours, nad którą w 1900 r. wzniesiono nowy kościół. Nadal jest to licznie nawiedzane miejsce pielgrzymkowe.

W ikonografii wschodniej przedstawiany jest w stroju biskupa, natomiast w zachodniej najczęściej jako rzymski żołnierz na białym koniu odcinający mieczem część płaszcza dla żebraka. Jego atrybutami są: dzban, gęś na księdze, gęś u jego stóp, koń, księga, model kościoła, dwa psy lub żebrak u jego stóp.

Święty Marcin jest też patronem Francji i rodu Merowingów, licznych diecezji m. in. w Mainz, Eisenstadt, Rotterburgu, Amiens, Moguncji, Burgundii; żołnierzy, jeźdźców i kawalerzystów; opiekunem koni i patronem podkuwaczy, rusznikarzy, tkaczy, krawców, sukienników, rękawiczników, kapeluszników, heroldów, szczotkarzy, bednarzy, pasterzy; podróżnych, grabarzy, więźniów; opiekunem gęsi i zwierząt domowych. Wzywano go w przypadku ospy i wysypki, ukąszenia przez węża i różycy świń, przeciwko pijaństwu i burzy oraz w modlitwach o urodzaj na polu. 

Święty Marcin był niezwykle popularny w całej chrześcijańskiej Europie, a zwłaszcza Francji, Niemczech i Polsce. Świadczą o tym popularność samego imienia i zapożyczone od niego nazwy miejscowości, przysłowia z nim związane i świątynie wznoszone ku jego czci, których w Polsce jest dziś prawie dwieście, a we Francji ponad cztery tysiące. W Poznaniu kościół p.w. św. Marcina był jednym z najstarszych w mieście – ufundowano go w XII lub nawet XI w. Również w XII w. obok kościoła powstała podmiejska osada rzemieślników nazwana od patrona Święty Marcin. Wtedy też wyznaczono ulicę, która jest do dziś jedną z głównych arterii miasta i przejęła nazwę dawnej osady. Według legendy na odpuście w parafii św. Marcina, pojawiły się po raz pierwszy słynne rogale. Miał je upiec i przynieść pod kościół jeden z poznańskich piekarzy, w odpowiedzi na apel proboszcza proszącego o dary dla biednych. Z czasem dołączyli do niego inni rzemieślnicy - przed II wojną przynosili też wędliny i chleby, aby każdy mógł w ten dzień najeść się do syta. Do dziś przetrwała tradycja wypiekania świętomarcińskich rogali z masą z białego maku i migdałów. Rogale z różnym nadzieniem pieczono na dzień św. Marcina także np. na terenie Śląska Cieszyńskiego, Czech, Górnej Saksonii i Szwabii. Tradycja ta znana jest m. in. w Jaworze, którego patronem od XIII w. jest ten Święty. Według badaczy kształt rogali nawiązuje do rogów bydła składanego w ofierze germańskiemu bogu Wodanowi. Uroczystości te miały miejsce w listopadzie i towarzyszyły im uczty wspólna zabawa.

. Na terenach słynących z uprawy winorośli i wyrobu wina powszechne było spożywanie począwszy od wigilii tego dnia młodego wina, składania go w daninie, a gdzieniegdzie obdarowywania nim wszystkich mieszkańców łącznie z dziećmi. Podczas uczt świętomarcińskich pito tak, że powstało określenie „choroba św. Marcina” oznaczające dolegliwości po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu.

W polskiej tradycji ludowej w dniu św. Marcina pieczono gęś, którą spożywano podczas uroczystego posiłku. Było to ostatnie pieczyste przed postem adwentowym. Z koloru kości piersiowej jedzonej gęsi wróżono jaka będzie zima. W Żywcu zapraszano się tego dnia na wspólną ucztę złożoną głównie z mięsa i wędlin – tzw. podgardle. Tego dnia płacono wynagrodzenie służbie, przyjmowano nowych służących, zawierano nowe umowy o dzierżawę, płacono podatki i daniny. Na Kaszubach rybacy zbierali się wieczorem w karczmie lub domu szypra na poczęstunek i rozliczenie kończące sezon połowu węgorza. Tego dnia nie pracowały młyny, a nawet domowe młynki, gdyż uważano, że uruchomienie ich w dniu patrona młynarzy przyczyni się do ich awarii lub pożaru. 

 

Przysłowia:

    • Na dzień św. Marcina lepsza gęś niż zwierzyna.

    • Na św. Marcina najlepsza gęsina.

    • Gdy liście przed Marcinem nie opadają, to mroźną zimę przepowiadają.

    • Jaki Marcin, taka zima.

    • Marcin na białym koniu jedzie. (przynosi śnieg)

    • Jak mglisto na Marcina, będzie lekka zima.

    • Jeśli na Marcina sucho, to Gody (Boże Narodzenie) z pluchą.

    • Gdy Marcinowa gęś po wodzie, Boże Narodzenie po lodzie.

    • Gdy wschodni wiatr na Marcina, będzie ostra zima.

    • Od św. Marcina zima się poczyna.

    • Bywa zawsze o Marcinie u nas ogień już w kominie.

    • Młoda jak jagoda po świętym Marcinie. (czyli stara).

/Małgorzata Sawicka/


powered by