Poniedziałek Wielkanocny w Polsce

Zofia Stryjeńska, „Śmigus”, pocztówka wydawnictwa J. Mortkowicz J. M. Kraków 1950. Zbiory Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie
Kliknij!

Tradycyjne obrzędy doroczne stanowią zbitek wierzeń oraz rytuałów kultowych i magicznych pogańskich z chrześcijańskimi. Można w nich znaleźć wspólne elementy słowiańskie, a nawet prasłowiańskie. Do takich najdawniejszych reliktów zalicza się obrzędy dziadów, wiośnianki, chodzenia po wsi z gaikiem, z kurem, uderzanie zieloną gałęzią i oblewanie wodą. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa dawne wierzenia były tępione przez władze duchowne i świeckie. Części z nich nadano nowe znaczenie zgodne z obowiązującą religią, co przyczyniło się do ich przetrwania.

Jednym z takich dawnych zwyczajów jest chodzenie grup kolędniczych w Lany Poniedziałek. Uczestnicy korowodu dyngusiarzy nie tylko wygłaszali oracje z życzeniami, ale też dopominali się o dyngus, czyli okup przed oblaniem wodą lub wysmaganiem rózgami, zielonymi witkami lub batami. Pierwsze wzmianki o dyngusie pochodzą z XV w. i są nimi zakazy kościelne zabraniające „zwyczaju pogańskiego, co się zwie dyngus”. Nazwa dyngus i dyngowanie pochodzi od niemieckiego dingen, czyli wykupywać. Określane w ten sposób polewanie wodą połączone z wypraszaniem datków było wówczas uważane za grzech śmiertelny, a uchwała synodu diecezji poznańskiej z 1420 r. Dingus prohibeatur nakazywała księżom: 

Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarki, co pospolicie nazywa się dyngować, ani do wody ciągnąć.

Z dyngusem łączy się nierozerwalnie śmigus polegający na biciu gałązkami wierzby, jałowca czy palmami wielkanocnymi, czasem też na oblewaniu wodą. Działanie to miało na celu pobudzenie sił witalnych, a później też symboliczne oczyszczenie z grzechów. Bito zazwyczaj młode dziewczyny, a kończyło się to często złożeniem przez nie okupu. Z upływem czasu określenia śmigus i dyngus zaczęto stosować wymiennie lub łączono je w jedną dwuczłonową nazwę śmigus-dyngus. 

Współcześnie obrzędy te mają głównie charakter zabawowy, a ich pierwotny sens uległ zatarciu. Do zanikania zwyczaju kolędowania, również w okresie wielkanocnym, przyczyniły się znacznie zmiany w stosunku ludności wiejskiej do dawnych obrzędów, zwłaszcza utrata wiary w ich magiczne znaczenie. Obecnie stanowią już rzadkość, choć w niektórych miejscach odradzają się dzięki działaczom i grupom lokalnym starającym się zachować dawne tradycje i zjednoczyć wokół nich miejscową społeczność, a czasem uczynić też z tych zwyczajów atrakcję przyciągającą turystów. 

Wielkanocne pochody kolędnicze na terenie Polski

Dyngus jest jednym z tych zwyczajów, które przetrwały do naszych czasów i nadal są powszechnie praktykowane, choć obecnie sprowadza się głównie do polewania wodą członków rodziny lub znajomych, a czasem przybiera formy odbierane jako wybryki chuligańskie. Dawniej jego obchody miały różne formy w poszczególnych regionach kraju, a zwyczaj chodzenia po dyngusie nosił wiele nazw: po śmigusie, śmigus-dyngus, chodzić po dyngusie, dyngus, nalejka, chodzenie polewaczy, dynguśnicy, dyngusowcy, oblewany poniedziałek, chodzono sikać, w śmigus, wesoły. Zazwyczaj jedynym wyróżnikiem osób chodzących po dyngusie była woda, znacznie rzadziej było to również przebranie.

W południowej Małopolsce, zwłaszcza w okolicach Limanowej, w Lany Poniedziałek po wsiach chodzili przebierańcy nazywani śmigurtami, śmigurciarzami, dziadami śmigustnymi, gwiżdżami ukacami, wreszcie słomiakami, bo w strojach mieli słomiane elementy jak czapki, czy powrósła. Chodzili od domu do domu w milczeniu prosząc na migi o datki, obdarowywano ich jajkami i słodkimi wypiekami. Mieli wyobrażać żydowskich wysłanników, którzy stracili mowę, gdyż nie chcieli uwierzyć w zmartwychwstanie Chrystusa. W okolicach Mielca chodziły draby, czy inaczej śmigurty „mówiące”, które wygłaszały wierszowane życzenia dobrych plonów, polewając przy tym gospodarzy wodą. Draby nosiły wysokie szpiczaste czapki, były przepasane słomianymi powrósłami, często chodziły parami jako dziad i baba. Ich oracje i prośby o datki były bardzo zbliżone do mów drabów zapustnych i noworocznych. 

W okolicach Bochni i Wieliczki, krakowskim Zwierzyńcu i wsiach podkrakowskich w poniedziałek wielkanocny lub już w niedzielny wieczór chodzą przebierańcy tzw. Siudy lub Siuda-Baba. Zazwyczaj są to dziad i baba w maskach lub z twarzami uczernionymi sadzą, starych ubraniach, kożuszkach wywróconych na lewą stronę. Baba nosi koszyk i lalkę-dziecko, a dziad krzyż i gruby różaniec, oboje mają baty i dyngusowe sikawki. Zaczepiają oni przechodniów, ściskają ich i całują domagając się datków, a przy okazji czernią ich ubrania i twarze. Na tym samym terenie chłopcy chodzili też z pasyjką, czyli figurą zmartwychwstałego Jezusa śpiewając przy tym pieśni o męce Chrystusowej, często o bardzo starym rodowodzie. Odmianą tego zwyczaju było chodzenie z ogródkiem (ogrojczykiem), czyli wózkiem z figurą Chrystusa z ręką uniesioną w błogosławieństwie i widocznymi stygmatami oraz chodzenie z barankiem symbolizującym Baranka Bożego. Jego figurka trzymała w przednich łapkach piłę, na pamiątkę tego, że mały Jezus pomagał Józefowi i uczył się na cieślę. Chłopcy chodzący z barankiem nosili ułańskie czaka i pasy lub krakowskie sukmany. Tym religijnym pochodom towarzyszyły pieśni o męce Chrystusa i jego zmartwychwstaniu.

W środkowej części powiatu opoczyńskiego po dyngusie chodziły grupy 5-10 młodzieńców, których jedynym wyróżnikiem była czerwona wstążka w otoku czapki. Jeden z nich nosił duży koszyk na jajka, a pozostali mieli wiadra na wodę i ręczne sikawki. Wraz grupą szli muzykanci grający na skrzypcach i bębenku. Wyruszali w obchód późnym wieczorem w niedzielę i chodzili po wsi przez całą noc wyśpiewując życzenia dla poszczególnych gospodarstw. Czasem byli zapraszani na poczęstunek, zwłaszcza w domach, gdzie były panny na wydaniu. Dyngusiarze polewali wodą  gospodarza, jego żonę i córki, a potem znów w formie piosenki prosili o dyngus – ser, jajka, wędliny, gorzałkę.

W Polsce środkowej (okolice Rawy Mazowieckiej, Opoczna, w Łowickiem, Sieradzkiem, Łęczyckiem), a lokalnie na Kurpiach, Śląsku, Wielkopolsce chodzono z kogutem – kurkiem dyngusowym. Śląskie podania wywodziły ten zwyczaj od koguta, który miał obwieścić zmartwychwstanie Pańskie, ale pochodził on do pogańskiego kultu koguta wiązanego z cyklem słonecznym, gdyż pianiem ogłaszał odradzanie się słońca. Kogut był też symbolem siły, urody, potencji, waleczności, czyli cech, które przypisywali sobie mężczyźni. Na Kurpiach i w okolicy Łomży kawalerowie idący w pochodach przebierali się czasem za koguty.

W części środkowej i południowej Mazowsza w dwukołowym wózeczku umieszczano figurkę koguta ulepioną z gliny lub ciasta, ozdobioną kogucimi piórami, a niekiedy otoczoną lalkami w weselnych strojach. We wsiach nad Pilicą w okresie międzywojennym chłopcy wozili czasem w wózku żywego koguta nakarmionego moczoną w wódce pszenicą, żeby głośno piał i nie uciekał.  Dyngusiarze chodzili po domach w kilkunastoosobowych grupach z dużymi drewnianymi sikawkami i koszami na datki, polewając panny i biorąc udział w przyjęciach. Na Mazowszu w ten dzień po wsi chodziły także dziewczęta z zielonym lub złotym gaikiem, nazywanym też nowym latkiem. Był to czubek świerka czy sosny, czasem gałąź jałowca przybrane kwiatkami z piórek, wianuszkami z paciorków, wstążeczkami z bibuły, kolorowymi pisankami, czasem też laleczkami w weselnych strojach i kogutkami z glansowanego papieru. Dziewczęta chodziły z nim po domach śpiewając życzenia i zbierając datki. Zwyczaj ten utrzymał się najdłużej, bo aż do lat 30. XX wieku w Rawskiem i Opoczyńskiem. W północno-zachodniej i wschodniej części Mazowsza w Poniedziałek Wielkanocny młodzieńcy chodzili po wykupie (na krańcach wschodnich zwanego wołoczebne), polewając domowników wodą aż do otrzymania poczęstunku.

W północnej części Górnego Śląska i w Częstochowskiem chodzono z kurkiem jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, a w okolicach Wodzisławia Śląskiego do lat 60. XX wieku. Chłopcy odwiedzali zwłaszcza domy z pannami na wydaniu, a śpiewane przy tym pieśni miały też charakter zalotny. Innym specyficznym zwyczajem praktykowanym na Górnym Śląsku w okolicach Gliwic, Raciborza, Rybnika, Olesna, Sternalic, Kluczborka i Nysy były procesje konne z kościoła do pól wzdłuż granic parafii połączone z modlitwą o urodzaj i zdrowie inwentarza. Najbardziej znana jest procesja konna w parafii Pietrowice Wielkie, w której nadal bierze udział nawet kilkudziesięciu jeźdźców, a prowadzi ją konno miejscowy proboszcz w szatach liturgicznych. 

Na Mazurach i Warmii w miejsce polewania wodą występowało smaganie. Już wieczorem w Wielkanoc i przez cały drugi dzień świąt po wsiach chodziły grupy młodzieży bijąc po nogach pękami wierzbowych gałązek namoczonych w wodzie. Chodzący po smaganiu dorośli używali do tego celu gałęzi jałowca. Jedni i drudzy śpiewali pieśni oraz wygłaszali wierszowane oracje łączące wątki kościelne z ludowym humorem. Zwyczaj ten był powszechny jeszcze w latach 70. XX wieku. Oblewanie wodą w poniedziałek wielkanocny pojawiło się na tych terenach dopiero po 1945 r. wraz z osadnikami z innych terenów Polski. Na Mazurach praktykowany był jeszcze w okresie powojennym wykupek wielkanocny będący formą wielkanocnego kolędowania. Po wykupku chodziły dwie grupy wiekowe: młodzież męska (18-20 lat) oraz mali chłopcy i dziewczynki. Dzieci chodziły po domach od rana wygłaszając krótkie wierszowane oracje zwane przeproskami lub wyrockami i dostawały najczęściej malowane jajka, kawałek ciasta, a bardzo rzadko pieniądze. Młodzieńcy zaczynali swój obchód około południa. Nie przebierali się, a jeden z nich niósł kosz lub worek na datki, które przeznaczano na wspólną zabawę. Wygłaszali długą orację według kolędowego wzoru zawierającą zapytanie, pieśń zwykle skierowaną do dziewcząt (w późniejszych latach o tematyce wielkanocnej), wyproski o datki, powinszowania i podziękowania za dary. 

Na Pomorzu występował miejscami dyngus polegający na polewaniu wodą, ale najpopularniejsze było degowanie ściętymi wcześniej i namoczonymi gałązkami wierzbowymi, które wypuściły listki (stąd nazwa dyngus „zielony”) lub jałowcem. Śmigać chodzili zarówno chłopcy, jak i dziewczęta od Wielkanocy przez poniedziałek, a nawet we wtorek. Bożena Stelmachowska opisująca rok obrzędowy na tych terenach w latach 30. XX wieku często podkreśla, że dyngus sprowadzał się do zabaw dziecięcych, ale dla dzieci z biednych rodzin był też okazją do otrzymania jałmużny. Autorka wzmiankuje też, że w powiecie kartuskim pojawiali się przebierańcy (dziady i Cyganie) chłoszczący domowników i wypraszający datki, a we Wtelnie (pow. bydgoski) dyngujący oprowadzali „niedźwiedzia”, ale niestety nie zamieszcza bardziej szczegółowego opisu.  

 Na Kujawach chodzenie po dyngusie zaczynało się wcześnie rano w drugi dzień świąt. W niektórych miejscach dynguśnicy oprócz wiader i garnków do polewania oraz koszy na dary, zabierali też rózgi wierzbowe lub brzozowe do uderzania domowników po nogach, co miało chronić przed pogryzieniem przez pchły. Najczęściej gospodarz unikał oblania, gospodyni polewano jedynie ręce, a najbardziej zlane wodą były dziewczęta. Traktowano to jako wróżbę szybkiego małżeństwa, a oblanie panny w pościeli miało jej zapewnić zamążpójście w tym samym roku. Dynguśnicy oprócz darów do koszyka (kiełbasy, jajek, placków, alkoholu) dostawali też poczęstunek na miejscu, a do ostatnich domów docierali już pijani. Dzień kończyła zabawa w karczmie, na którą chodzący po dyngusie zapraszali gospodarzy. Bawiono się przy muzyce spożywając część zebranych darów, a o północy dziewczęta zaczynały oblewać chłopców. W zachodniej części Kujaw, podobnie jak w sąsiedniej Wielkopolsce po dyngusie chodziły też dziewczęta. 

W Poniedziałek Wielkanocny po południu na Kujawach miało też miejsce kolędowanie dyngusowe, które zanikło już w XIX wieku. Uczestniczyli w nim chłopcy z biedniejszych rodzin, którzy we dwóch, trzech z kolorowymi chorągiewkami i koszykami na dary obchodzili domy, zwłaszcza te, gdzie były dziewczęta. Śpiewali pod oknami pieśni i oracje wywodzące się jeszcze ze średniowiecznych apokryfów oraz właściwe kolędowe z prośbą o datek.

 

Opracowała: Małgorzata Sawicka

 

WYBRANA LITERATURA:

Ambrożewicz T.

1996 Rok obrzędowy na Mazowszu, w: Kultura ludowa Mazowsza i Podlasia: studia i materiały, t. I, Warszawa: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Warszawski Ośrodek Kultury, Ludowe Towarzystwo Naukowo-Kulturalne, s. 53-104.

Dekowski J. P.

1974 Zwyczaje doroczne i rodzinne regonu opoczyńskiego, w: Folklor regionu opoczyńskiego, J. P. Dekowski, Z. Hauke, Warszawa: Centralny Ośrodek Metodyki i Upowszechniania Kultury.

Dunin-Karwicka T.

2000 Rola tradycji w kulturze wsi kujawskiej, Toruń: Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.    

Kaczko K.

2009 Doroczne zwyczaje i obrzędy, w: Ludowe tradycje: dziedzictwo kulturowe ludności rodzimej w granicach województwa śląskiego, B. Bazielich (red.), Wrocław-Katowice: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze – Muzeum Śląskie, s. 183-204.

Karczmarzewski A.

2011 Ludowe obrzędy doroczne w Polsce południowo-wschodniej, Rzeszów: Wydawnictwo Libra, Muzeum Okręgowe.

Krzyżaniak B.

1978 Obrzędy i zwyczaje Warmii i Mazur, w: Folklor Warmii i Mazur, M. Drabecka, B. Krzyżaniak, J. Lisakowski, Warszawa: Centralny Ośrodek Metodyki Upowszechniania Kultury, s. 363-532.

Marcinkowa J., Sobczyńska K. 

1973 Pieśni, taniec i obrzędy Górnego Śląska, Warszawa: Centralny Ośrodek Metodyki Upowszechniania Kultury.

Ogrodowska B.

2000 Święta polskie. Tradycja i obyczaj, Warszawa: Wydawnictwo Alfa.

 

2007 Witaj dniu uroczysty: Wielkanoc w Polsce: tradycje, obrzędy i zwyczaje, Warszawa: Verbinum – Wydawnictwo Księży Werbistów.

Pośpiech J.

1987 Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole: Instytut Śląski.

 

1989 Obrzędy i zwyczaje doroczne, w: Folklor Górnego Śląska, D. Simonides (red.), Katowice: Wydawnictwo „Śląsk”, s. 171-224.

Simonides D.

1991 Doroczne zwyczaje i obrzędy, ich antropologiczna funkcja, w: Kultura ludowa śląskiej ludności rodzimej, D. Simonides, P. Kowalski (red.), Wrocław-Warszawa: Uniwersytet Wrocławski, s. 261-301.

2007 Mądrość ludowa: dziedzictwo kulturowe Śląska Opolskiego, Wrocław : Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.

Stelmachowska B. 

1933 Rok obrzędowy na Pomorzu, Toruń: Wydawnictwo Instytutu Bałtyckiego.

Szyfer A.

1976 Ludowe zwyczaje, obrzędy, wierzenia i wiedza, w: Kultura ludowa Mazurów i Warmiaków, J. Burszta (red.), Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk: Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo PAN.

 


powered by