Pochody kolędnicze w okresie bożonarodzeniowym

Z gwiazdą do was idziemy… 

Pochody kolędnicze w okresie bożonarodzeniowym

 

Kolędnicy, rys. Józefa Ejsmonda, „Tygodnik Ilustrowany” Seria 4, t. 2, nr 52 (29.12.1883)
Kliknij!

Różnego rodzaju grupy kolędników pojawiały się w tych momentach roku obrzędowego, które stanowiły momenty przejścia między kolejnymi fazami cyklu religijnego i gospodarczego wsi (np. okres Bożego Narodzenia, przejście między karnawałem a postem). Przebierańcy, czy też osoby kolędujące z symbolicznym przedmiotem (np. szopką, gwiazdą, kurkiem, gaikiem) obdarowywały gospodarzy życzeniami, wróżbą dobrych plonów, a w zamian za ten cenny dar otrzymywały w rewanżu upominki. Z tego względu zwyczaj obdarowywania grup kolędujących został zakwalifikowany w Polskim Atlasie Etnograficznym jako rodzaj pomocy wzajemnej i współdziałania sąsiedzkiego w obrzędowości dorocznej. Obchodzenie przez przebierańców poszczególnych domów miało też na celu zbieranie darów (jajek, ciast, wędlin, wódki, datków pieniężnych), które zazwyczaj zużywano podczas wspólnej uczty i zabawy dla młodzieży wiejskiej. Dla uboższych mieszkańców wsi była to też okazja do choćby chwilowej poprawy bytu. Podczas takiej zbiórki gospodarze mogli się popisać życzliwością i swoją zamożnością, a przy tym unikali obśmiania w piosenkach i wierszykach wygłaszanych głośno przed ich domem przez uczestników pochodu. 

            Najbardziej popularnym terminem obchodów kolędniczych, nazywanym chodzeniem po kolędzie jest czas od 26 grudnia – dnia św. Szczepana do 6 stycznia – święta Trzech Króli, przedłużany czasem do 2 lutego – Matki Boskiej Gromnicznej. Kolędowanie w tym okresie występowało we wszystkich regionach kraju, na wsi i w miastach, a praktykowano je już w średniowieczu. Kolędnikami byli zazwyczaj chłopcy i kawalerowie, a w miastach ubodzy uczniowie i studenci. Poszczególne grupy różniły się między sobą strojami i akcesoriami uczestniczących w nich postaci, „scenariuszami” odgrywanych spektakli, śpiewanymi kolędami. Czasem kolędnicy prowadzili ze sobą żywe zwierzęta, częściej były to maszkary, takie jak turoń, konik, bocian, koza, niedźwiedź. Może to wskazywać na pozostałość archaicznych praktyk noworocznych, które miały zapewniać urodzaj i powodzenie w hodowli (np. tekst powinszowań „Gdzie turoń chodzi, tam się żytko rodzi” i.t.p.) Popularne było również chodzenie z szopką, gwiazdą, ale przychodziły także dzieci bez rekwizytów, które tylko śpiewały kolędy i prosiły o wsparcie, zwłaszcza o świąteczne jedzenie. 

Jako pierwsi, bo już od wigilii pojawiali się chłopcy (zwykle w wieku 6-13 lat) chodzący z oświetloną świeczką gwiazdą, wykonaną własnoręcznie z listewek i kolorowej bibułki, osadzoną i obracaną na wysokim drążku. Czasem nosili oni kożuszki wywrócone włosem na wierzch i smarowali sobie twarze sadzą. Podchodzili pod okna domów i śpiewali kolędy, za co dostawali świąteczny placek, struclę, kiełbasę lub jabłka. Przyjmowano ich chętnie, bo nie wchodzili do domów, nie wnosili błota i śniegu, nie zakłócali porządku. Niekiedy chodzący z gwiazdą dołączali do innych kolędników.

W innych grupach kolędniczych, chodzących od dnia św. Szczepana, występowały przebrane postacie, często noszące maski zwierzęce: turoń, konik, niedźwiedź, koza, bocian. Postać turonia była znana w niemal  całej Polsce. Jej pierwowzorem był prawdopodobnie tur żyjący dziko w polskich puszczach jeszcze w XVII w. Maskę turonia, czyli wielką rogatą głowę z kłapiącą paszczą wykonywano z drewna obitego kożuchem. Jego paszczę wyklejano jaskrawym, czerwonym suknem i umieszczano w niej gruby język z sukna oraz zęby z gwoździ. Do ruchomej dolnej szczęki, poruszanej przy pomocy sznurków lub drutów, przyklejano bródkę z lnu lub konopi, a do szczęki górnej - szpilki lub skórkę jeża. Osadzoną na drągu maskę turonia nosił kolędnik okryty derką lub kocem, który skakał po izbie kłapiąc paszczą i strasząc dzieci i dziewczyny. Towarzyszyli mu dziad z wielkim różańcem zrobionym ze sznurka i drewnianych paciorków, wróżąca z kart Cyganka, Cygan próbujący niepostrzeżenie kraść drobne przedmioty, które następnie sprzedawał właścicielom. Próbował także sprzedać samego turonia i - aby pokazać jego siłę i posłuszeństwo - dosiadał go demonstrując skoki i harce tak długo, aż turoń padał na ziemię, by wyzionąć ducha. Po tym następowała scena wskrzeszania turonia: dziad modlił się, inni kropili turonia pomyjami, ciągnęli go za rogi i dmuchali pod ogon. Wreszcie turoń powracał do życia po wlaniu mu do pyska wódki. Scena ta kończyła występ, po którym często następowały tańce kolędników z będącymi w domu dziewczętami. Wychodząc kolędnicy wyśpiewywali podziękowanie za kolędę, czyli otrzymane datki i życzyli gospodarzom pomyślności i dobrych urodzajów w nadchodzącym roku, wołając: 

 

Gdzie turoń chodzi, tam się żytko rodzi, 

a gdzie nie chodzi, tam się nie rodzi.

Gdzie jego stopy, tam staną kopy! 

 

W pochodach pojawiały się też inne postaci zwierzęce: 

- koza z maską podobną do turonia; 

- konik w przebraniu utworzonym z przyczepionych do bioder dwóch sit, na które narzucano białą płachtę - do przedniego sita przyczepiano uszytą z tkaniny i wypchaną głowę konia, a do tylnego ogon z pakuł lub końskiego włosia;

- niedźwiedź w kostiumie ze skręconych grochowin lub słomy, czasem w wywróconym włosem na wierzch kożuchu;

- bocian okryty płachtą i niosący na tyczce głowę z długim kłapiącym dziobem.

Wierzono, że wszystkie te postacie, które pojawiają się także w obchodach zapustnych i dyngusowych, przynoszą szczęście i urodzaj. 

Ważnym aspektem kolędowania w tym okresie było odgrywanie przedstawień o Bożym Narodzeniu i królu Herodzie, będące popularną rozrywką jeszcze w połowie XX w. Źródło ich inspiracji stanowiły misteria religijne odgrywane od średniowiecza w całej Europie, początkowo w kościołach, potem również na rynkach, ulicach i w domach. Z czasem zostały one włączone w ludowe zwyczaje, wzbogacone o elementy folkloru (np. tradycyjne pieśni, postaci pastuszków o polskich imionach), scenki humorystyczne odnoszące się do aktualnych wydarzeń, osób i miejsc. Przedstawienia te nazywano „jasełkami” od staropolskiego słowa „jasło”, czyli żłób. Odgrywały je kukiełki umieszczone w kolędniczej szopce, czyli przenośnym budyneczku z drewna, z otwartą częścią parterową umieszczoną pomiędzy dwoma lub czterema wysokimi wieżami. Najpiękniejsze w Polsce są szopki krakowskie, które od połowy XIX w. budowali bezrobotni zimą majstrzy z Krakowa i wsi podkrakowskich (cieśle, murarze). Szopki te wyróżniają się piękną architekturą, wzorowaną na krakowskich zabytkach (np. na Zamku Królewskim i katedrze na Wawelu, Kościele Mariackim, Sukiennicach), misternym zdobnictwem i pięknymi kolorami - są wyklejane glansowanym papierem oraz błyszczącą cynfolią. Pojawiające się w szopkach figurki ożywiali kolędnicy wypowiadający zza zasłony kwestie poszczególnych postaci. W szopkach ludowych występowały zarówno postacie znane z Biblii, jak i postacie z Polski: pastuszkowie, przekupki, rzemieślnicy, polscy królowie i żołnierze, postacie związane z naszym folklorem - dziad proszalny, czarownica, diabeł, śmierć ścinająca głowę złego króla Heroda w scenie finałowej. Sprawiało to wrażenie, że Jezus Chrystus narodził się na polskiej ziemi i pośród Polaków, co zresztą było dość popularnym wierzeniem. 

Ludowe jasełka, odgrywane były także przez wędrowne grupy młodych domorosłych aktorów, nazywane „herodami” od imienia jednej z głównych postaci przedstawienia. Również w tym teatrzyku wątki biblijne były pomieszane z elementami regionalnego folkloru i polskimi realiami. Tytułową postacią tego przedstawienia był zawsze król Herod; niekiedy towarzyszyła mu małżonka - Herodiada. Występowała w nim także świta królewska: marszałek, adiutant, żołnierze w mundurach z polskimi dystynkcjami, dziad - pielgrzym, uczony Żyd, a także anioł, diabeł, śmierć i grabarz. Czasami w zespole "herodów" występowały postacie z innych grup kolędniczych np.: turoń, konik, czy chłopiec z gwiazdą. W przedstawieniach herodowych korzystano często z tekstów wydawanych w XIX i na początku XX w. przez różne stowarzyszenia religijne. Były one rozprowadzane przez parafie, katechetów i nauczycieli. Korzystano także z ich ręcznych odpisów, przekazywano je sobie ustnie i uczono się ich na pamięć. Choć z tych powodów ulegały one częstym przemianom językowym i wzbogacały się o nowe wątki, to w przedstawieniach „herodów” obowiązywał zawsze pewien schemat. Najpierw witano gospodarzy, później pojawiał się król Herod i inne postacie przedstawienia. Opowiadało ono o zawiści i niegodziwości króla, który dowiedziawszy się od dziada-pielgrzyma i uczonego Żyda (w niektórych wersjach od Trzech Królów) o narodzeniu w Betlejem Króla Świata, wydał wyrok śmierci na wszystkie niemowlęta płci męskiej, nie oszczędzając nawet własnego syna. Mówiło ono także o wyrzutach sumienia i strachu Heroda, a kończyła je scena z udziałem śmierci, grabarza i diabła. Śmierć ścinała kosą sztuczną głowę króla, grabarz wykrzykiwał, że już kopie mu grób i nie pomogą tu bogactwa i zaszczyty, a diabeł pomagając sobie widłami ciągnął zabitego króla, wołając:

 

Królu Herodzie, za twe straszne zbytki,

pójdź do piekła, boś ty brzydki! 

 

Ta lub podobna sentencja kończyła nieodmiennie wszystkie przedstawienia o królu Herodzie. Po skończonym występie aktorzy życzyli wszystkim pomyślności w nadchodzącym roku i ugoszczeni oraz obdarowani przez gospodarzy, szli do kolejnego domu. Do tekstów misteriów kościelnych o Bożym Narodzeniu i wątków z jasełek ludowych sięgali polscy pisarze oraz poeci, m. in. Teofil Lenartowicz, Lucjan Rydel, Władysław Anczyc, Leon Schiller. Ich utwory, zwłaszcza „Pastorałka” Schillera, do dziś grane są na deskach wielu profesjonalnych polskich teatrów.  

Obecnie obchody kolędnicze w swej tradycyjnej formie należą do rzadkości. Można je zobaczyć głównie na pokazach, czy przeglądach zespołów regionalnych (np. „Żywieckie Gody” organizowane od 1969 r.) lub imprezach folklorystycznych. Zwyczaj ten jest praktykowany głównie na Śląsku i południu Polski. I tak w Sylwestra na Żywiecczyźnie, m.in. w Ciścu, Cięcinie, Milówce, Węgierskiej Górce, Zwardoniu, Żabnicy i  samym Żywcu kontynuowana jest tradycja „dziadów noworocznych”. Tworzą oni kilkunastoosobową grupę, w skład której wchodzą niedźwiedzie, konie, poganiacze, Cyganie, diabły, śmierć, Żydzi, baby, kominiarze oraz dziegciarze. Od rana do późnej nocy przemierzają oni całe wsi składając życzenia i dając występy w domach. Ciekawym zwyczajem jest kolędowanie „jukacy” z Żywca-Zabłocia (zwanych także dziadami), m. in. kominiarza, baby i diabła, którzy przybywają na sylwestrowe zabawy składając życzenia, psocąc i tańcząc z dziewczynami. Do tradycji należy, że w Nowy Rok jukace spotykają się o 5 rano w kościele pw. św. Floriana w Żywcu-Zabłociu na tzw „mszy dziadowskiej”. Kolędowanie kończą w południe wybiegając do połowy mostu na Sole i strzelając z batów w kierunku Żywca.

W Sylwestra, na Śląsku Cieszyńskim, znany był zwyczaj chodzenia od domu do domu grup muzykantów śpiewających i grających kolędy. Oprócz nich w tym dniu przychodzili również „winszownicy” składający życzenia noworoczne. Jedni i drudzy podejmowani byli poczęstunkiem lub dostawali w prezencie jaja, kołacze, słoninę, kiełbasy lub drobne datki pieniężne. W Nowy Rok od rana pojawiały się dzieci chodzące „po winszu”. Wierzono, że jeśli pierwsza przyjdzie dziewczynka, to należąca do gospodarzy krowa będzie miała same cieliczki, a jeśli chłopiec, to urodzą się byczki. Dzieci dostawały drobne pieniążki lub częstowano je pieczonym na tę okazję ciastem zwanym „nowoletnikiem”.

Na Kaszubach z kolei w Sylwestra chodzą „gwiżdże”. Jest to świecki zwyczaj nawiązujący do postaci dawnego stróża zwanego gwiżdżem, który wzywał ludność gwizdkiem do ciszy nocnej, gaszenia pożaru lub obrony. W sylwestrowy wieczór gwiżdż odwiedzał gospodarzy składając życzenia. Z czasem do gwiżdża doszła cała grupa kolędników. Obrzęd ten nie jest praktykowany tak powszechnie jak kiedyś, ale przetrwał w zmienionej formie. Postać stróża-gwiżdża zastąpił wśród kolędników policjant, który dba o porządek w grupie. Oprócz niego do zespołu gwiżdży należą: niedźwiedź prowadzony na łańcuchu przez niedźwiednika, Żyd, ułan na koniu, diabeł, akordeonista i Stary-Nowy Rok.

Inną grupą kolędniczą pojawiającą się na Kaszubach byli tzw. „królowie”, którzy odwiedzali domy w wieczór poprzedzający święto Trzech Króli. Kolędnicy zgodnie ze zwyczajem dostawali w każdym domu po rogalu zwanym szczodrakiem. Czasem dostawali też kiełbasę, mięso, owoce, a nawet pieniądze. Po obejściu domów kolędnicy szli do karczmy, gdzie spożywali otrzymane dary, częstując też innych. Czasem sprzedawano podarunki, a za otrzymane pieniądze kupowano w karczmie piwo, gorzałkę i zamawiano muzykę. Na taką zabawę schodziło się wielu mieszkańców wsi.

Ciekawy jest trzeci rodzaj kolędników odwiedzających kaszubskie domy już od początku adwentu – tzw. „gwiôzdki”. W korowodzie idzie najczęściej baran, bocian, koza, diabeł, kominiarz i garbaty „gôrbôcz”. W tym składzie chodzą przez trzy tygodnie, a zabawa polega na pantomimie, żeby nikt nie mógł odgadnąć, kto kryje się za „larwami”, czyli maskami. W wieczór wigilijny dołączają do nich dziad i baba, a przedstawienie wzbogacają kolędy i improwizowane dialogi.

/Małgorzata Sawicka/

WYBRANA LITERATURA:

Drożdż A.

2002  Pomoc wzajemna. Współdziałanie społeczne i pomoc sąsiedzka, „Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego”, t. 7, Wrocław-Cieszyn: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.

Dydowiczowa J.

1967 Zwyczaje i obrzędy doroczne, w: Kultura ludowa Wielkopolski, J. Burszta (red.). t. 3, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s. 11-88.

Gloger Z.

1986  Rok polski w życiu, tradycyi i pieśni, Warszawa: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe (przedruk wydania z 1900 r.).

Ogrodowska B.

2000  Święta polskie. Tradycja i obyczaj, Warszawa: Wydawnictwo Alfa.

Uryga J.

2006  Rok polski w życiu, w tradycji i obyczajach ludu, Włocławek: Wydawnictwo Duszpasterstwa Rolników.

 

INNE ŹRÓDŁA:

Pawlica M., Kolędnicy - ludowe widowiska świąteczne, data publikacji: 23.05.2017, źródło:

https://www.slaskie.travel/article/346391/kolednicy-ludowe-widowiska-swiateczne

https://kartuzy.info/artykul/gwizdze--tradycja/809737

http://www.kaszubi.pl/o/gdynia/artykulmenu?id=573

 

 

 

 


powered by