Oczekiwanie na narodziny

Matka Boska Brzemienna z Bazyliki Katedralnej w Sandomierzu

 

W łonie matki

Owocem legalnego, małżeńskiego pożycia była ciąża, którą uważano za dar Boży i łaskę. Kobieta ciężarna będąca z mężczyzną w związku zawartym w obliczu Kościoła otaczana była powszechnym szacunkiem. Wszelkie działania otoczenia w tym czasie oczekiwania nastawione były na zapewnienie dziecku pomyślnego rozwoju. O kobiecie w ciąży mówiono, że zastąpiła, zaskoczyła, błogosławiona, ta co niedługo będzie wozić, ale najczęściej, że jest w nadziei albo przy nadziei. To określenie odzwierciedla to, co się dzieje w czasie ciąży z psychiką kobiety. Pełna nadziei oczekuje na spełnienie swej życiowej misji, którą jest wydanie na świat dziecka. Dzieci były pragnieniem i sensem życia każdej rodziny bez względu na stan posiadania. Panowało przekonanie, że dzieci są bogactwem ubogich, dlatego im więcej się ich rodziło, tym lepiej i nikt nie przejmował się, tak jak dzisiaj, za co je wykarmi. Stara ludowa powiastka głosi: Pan Bóg daje dzieci, da i na dzieci. Radość z posiadania potomstwa potęgowana była stygmatyzującym podejściem do bezdzietności. Uważano, że jest następstwem wstydliwej choroby, uroków i złych czarów lub karą Bożą za grzechy, a zwłaszcza za złe prowadzenie się kobiet, mówiono: na wydeptanej ścieżce nic nie wykiełkuje.

Kiedy kobieta była pewna, że jest w ciąży, powiadamiała o tym najpierw męża i najbliższą rodzinę, potem dalszych krewnych. Sąsiedzi i wszyscy pozostali dowiadywali się w momencie uwidocznienia się zaokrąglonych kształtów. Szczęśliwą nowiną nie dzielono się z wszystkimi od razu, aby nie zapeszyć i donosić szczęśliwie zdrowe dziecko. Poza tym ciąża była wynikiem intymnej sfery życia, cielesnego zbliżenia kobiety i mężczyzny, zatem stanowiła tabu, zwłaszcza w obliczu zwyczajowej powściągliwości i skromności.

Według tradycyjnych wierzeń na rozwój dziecka w łonie matki miały wpływ dobre i złe siły.  Wszelkie ograniczenia i zakazy, a także magiczne praktyki miały wykorzystać dobre moce dla ukształtowania się pozytywnych cech nienarodzonego i przeciwdziałać „złym mocom” odpowiedzialnym za brzydotę, ułomność, choroby, kalectwa i wszelkie nieszczęścia. Wierzono powszechnie, że wszystko co dziecko ma mieć, czyli płeć, uroda, charakter i dusza kształtuje się w najwcześniejszym okresie ciąży. Natomiast w dalszych miesiącach życia płodowego dziecko miało rosnąc i doskonalić się. Przypuszczenia te, jak się później okazało, były bliskie aktualnej wiedzy medycznej. Stąd też w początkowych, najważniejszych miesiącach ciąży kobiety odczuwały największy niepokój o dziecko. Poza tym każde poronienie, a zwłaszcza pierwszej ciąży, traktowano jako karę bożą i wstyd przed ludźmi. Dlatego już od pierwszych tygodni kobieta przy nadziei traktowana była inaczej. Cierpliwie znoszono zmiany nastroju przyszłej matki oraz zaspokajano jej apetyt na różne dziwaczne produkty – ogórki kiszone, marynaty, śledzie. Uważano, że zabranianie zachcianek spowoduje, że dziecko będzie łakome, ciągle głodne i chciwe, a nawet może cierpieć z powodu kołtuna. Kołtun, czyli sklejony łojem i wydzieliną z powodu wszawicy pęk włosów na głowie, zagrażał też osobie, która odmówiła czegoś kobiecie ciężarnej. Nikt nie upatrywał przyczyny tej przykrej i nieestetycznej dolegliwości w braku higieny. Dlatego też ciężarnym dawano wszystko, o co poprosiły, w obawie przed kołtunem, nieszczęściem i utratą dobytku. W miarę możliwości starano się też wyręczać je w najcięższych pracach związanych z długim staniem, zginaniem się i noszeniem ciężarów, takich jak wyciąganie wody ze studni, kopanie grządek, karmienie dobytku czy pranie bielizny kijanką w rzece. Dbano również o samopoczucie kobiety w ciąży, ponieważ całkiem słusznie uważano, że wpływa ono na zdrowie i charakter nienarodzonego dziecka. Panowało przekonanie, że kobieta brzemienna powinna być pogodna i wesoła, a także życzliwie usposobiona do innych. Z takiej matki rodziło się dziecko towarzyskie i rozmowne, co może mieć pewne racjonalne wytłumaczenie, zważywszy na fakt dziedziczenia i naśladowania przez dziecko zachowania osób znaczących z otoczenia. Wyśmiewanie się z kogoś, przedrzeźnianie groziło głupkowatym, brzydkim dzieckiem z tikami nerwowymi. Picie alkoholu przez matkę mogło sprowadzić na świat pijaka, a kradzież złodzieja. W celu zapewnienia pomyślnego rozwoju ciąży kultywowano wiele zwyczajów mających przyczynić się do ukształtowania u dziecka pożądanych cech fizycznych i umysłowych. Lista zwyczajowych nakazów i zakazów jest tak długa, że podziw budzi osoba, która była w stanie je zapamiętać i stosować. Dla dobra swego nienarodzonego dziecka kobieta była w stanie zrobić wiele wydawałoby się dzisiaj dziwnych rzeczy. Do najbardziej znanych należy zwyczaj wypożyczania przez ciężarną różnych przedmiotów obcym osobom, gdyż oddane miały przynieść szczęście dziecku. Przykładowo jeśli kobieta oczekiwała syna, oddawała coś kobiecie, która już syna wydała na świat. Panowało powszechne przekonanie, że wzrok u kobiet brzemiennych nabiera niezwykłych mocy. To na co się kobieta zapatrzy, odbija się na ciele i zdrowiu dziecka. Aby nie zaszkodzić swojemu dziecku, ciężarna kobieta nie powinna przede wszystkim spoglądać na ogień. Przestraszenie się płomieni mogło spowodować urodzenie dziecka z czerwoną plamą na ciele w miejscu, w którym matka dotknęła swego ciała, patrząc na ogień. Ciężarna nie powinna też patrzeć na ludzi brzydkich, kalekich, rudych, zezowatych, kulawych, aby nie urodzić dziecka szpetnego i ułomnego. Bycie świadkiem ataku padaczki groziło wydaniem na świat dziecka cierpiącego na tą chorobę. Zabronione było spoglądanie przez dziurkę od klucza, żeby dziecko nie było zezowate, na kominiarza, by nie było diabłem, na zmarłego, by uniknąć bladej cery, na niedźwiedzia, by nie było owłosione, na żabę, by nie było rechotliwe, na zająca, by nie miało zajęczej wargi. Zapatrzenie połączone z przelęknięciem się skutkowało szpetnymi znamionami u noworodka. W następstwie strachu i zapatrzenia się na myszy, gady czy inne zwierzęta na ciele dziecka mogły powstać czerwone lub czarne plamy, niekiedy pokryte włosami. Moc zapatrzenia się działała także w drugą stronę. Dla urody nienarodzonego dziecka matka wpatrywała się w ludzi pięknych i harmonijnie zbudowanych, w niebo, w łany zbóż, kwietne łąki, portrety przodków lub obrazy w kościele. Niestety większość zaleceń ze zwyczajowego kodeksu kobiet w ciąży nie miała żadnego logicznego uzasadnienia i opierała się na wierze w przekaz międzypokoleniowy, tak jak to, że kłótnia kobiety ciężarnej z matką groziła urodzeniem dziecka niemowy.

Ze zwyczajów mających chronić dziecko przed złem najbardziej znane i kultywowane do dzisiaj jest noszenie przy sobie czerwonego lub kłującego przedmiotu przeciwko urokom i czarom. Kobiety w ciąży nosiły najczęściej czerwoną wstążkę lub tasiemkę, którą po rozwiązaniu przypinały do kołyski lub wózka dziecka. Wbita w próg domu siekiera odcinała zło i wyznaczała bezpieczną dla kobiety ciężarnej domową przestrzeń. Od czarów i czarownic miała też chronić nienarodzone dzieci bylica zaszyta w szwy ubrania. Ponadto zalecana była izolacja ciężarnej od otoczenia w celu ochrony rozwijającego się płodu. Przez pierwsze, najważniejsze trzy miesiące ciąży kobietom nie zalecano wychodzenia z domu, a już w szczególności przy pełni księżyca ze względu na jego chorobotwórczy wpływ. Uważano, że kobiety w ciąży są szczególnie narażone na działanie złych duchów, czarownic, uroki i inne diabelskie wybryki. Za szczególnie niebezpieczny uważany był cmentarz i uczestnictwo w pogrzebach. W przypadku gdy kobieta w ciąży spojrzała na umarłego i chwyciła się za nos lub gdy przechodziła w pobliżu gnojówki i pociągnęła nosem, dziecko przez całe życie mogło mieć cuchnący oddech. Przebywanie w pobliżu zwłok mogło spowodować ciężką, śmiertelną chorobę kobiety lub dziecka lub sprawić, że urodzi się ono z siną trupią cerą, a także będzie ospałe, słabe i bojaźliwe. Kobiety w ciąży nie odwiedzały też fryzjera, by pociecha nie była łysa. Wizyta u dentysty groziła problematycznym, późnym ząbkowaniem u dziecka. Kobiety ciężarne musiały wystrzegać się przechodzenia przez drąg lub dyszel, bo gdyby urodził się chłopiec, miałby za duże przyrodzenie. W lesie kobieta nie mogła przekroczyć pnia, by dziecko nie miało sztywnej nogi lub garbu. Kobiety w stanie odmiennym uważały też, by nie przejść nad lub pod sznurem do suszenia bielizny, co groziło dziecku okręceniem się pępowiny dookoła szyi i uduszeniem. Z tego samego powodu ciężarna nie powinna też stąpać po łańcuchu do pętania koni lub bydła ani zbierać w ogródku warzywnym dyń i ogórków z długimi wąsami. Szczęśliwy przebieg ciąży zakończonej łatwym porodem zapewniało też unikanie przechodzenia pod drabiną, dyszlem wozu czy lejcami. Zez, krótkowzroczność i inne wady wzroku groziły dziecku, gdy kobieta w ciąży spoglądała przez szczeliny między kołkami w płocie, szpary w drzwiach lub przez dziurkę od klucza. Niewskazane było też patrzenie przez ramię lub do tyłu pomiędzy swoimi nogami, gdyż dziecko mogło urodzić się z urocznymi oczami i złymi czarami szkodzić innym. Nakazów i ograniczeń było tak wiele, że pomimo czujności nie sposób było ich wszystkich dochować. Kobiety, aby zaradzić niekorzystnej dla siebie sytuacji, magicznymi sposobami próbowały odwrócić zły urok. W tym celu patrzyły w niebo i gwiazdy, oglądały własne paznokcie, przeglądały się w lustrze po zapatrzeniu się na kogoś brzydkiego czy spluwały za siebie ze słowami tfu tfu, na psa urok.

Choć zdecydowanie większość przesądów wynikała z obawy przed złym wpływem otoczenia na matkę oczekująca dziecka, to jednak uważano, że ona sama może również w niektórych sytuacjach szkodzić innym, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu niż podczas menstruacji. Nic dobrego nie wróżyło minięcie się z kobietą w ciąży na drodze lub co gorsze na moście. Uważano, że kobiety w ciąży mogą źle wpływać na zasiewy, dlatego nie mogły wychodzić w pole. Nie zajmowały się też młodymi zwierzętami ani zbieraniem warzyw, owoców i jajek. Pozytywną stroną takiego podejścia była możliwość odpoczynku od prac domowych. Kobieta w ciąży nie mogła być matką chrzestną, czyli kumą, bo dziecko chrzczone mogłoby szybko umrzeć. Nie proszono jej również na świadka lub druhnę na ślubie, bo baba, która jest ciężka, mogła sprawić, że życie nowożeńców będzie ciężkie i trudne. Z drugiej strony kobiecie w ciąży przypisywano właściwości uzdrawiające w przypadku urazów kostno-stawowych. Dotknięcie ciężarnej miało łagodzić ból przy złamaniu lub zwichnięciu kończyn.

 

Przepowiadanie płci dziecka i przygotowania do narodzin

Im bliżej rozwiązania, tym bardziej kobiety ciężarne i ich rodziny chciały się dowiedzieć, jakiej płci urodzi się dziecko. W tym celu obserwowano kobietę w ostatnim okresie ciąży, jej zachowanie i wygląd i na tej podstawie spekulowano, czy urodzi syna czy córkę. Jeśli kobieta ładnie chodziła i wyglądała, to znaczy miała gładką, zdrową cerę i rumieńce, a brzuch wysoki i spiczasty, na świat szykował się chłopiec. Ponadto potomka męskiego zwiastował apetyt na rzeczy ostre i kwaśne. Natomiast blada, niezdrowa, żółtawa cera z brązowymi plamami, brzuch duży i okrągły z szerokimi bokami, mdłości i apetyt na potrawy słodkie i lekkie przepowiadał córkę. Jednak w Wielkopolsce, asekuracyjnie przed porodem przygotowywano co najmniej dwa komplety ubrań, każde ozdobione innym kolorem haftu, niebieskie – dla chłopca i różowe – dla dziewczynki. W oczekiwaniu na zbliżający się poród ciężarna wyparzała wywarem z ziół naczynie do kąpieli noworodka – koponkę, cebrzyk lub blaszana wanienkę i stawiała ją do góry dnem do pierwszego użycia. Krótko przed porodem kobieta w ciąży przyjmowała też przeprosiny od innych kobiet, z którymi była w konflikcie, co miało ochronić ją przed ciężkim porodem. Gdy z paleniska sypały się iskry, komuś rozsypały się drewna niesione ze składzika, a ptaki krążyły nad domem z głośnym świergotem i odzywała się sowa pójdźka zwiastująca oprócz śmierci narodziny – puwi, powij – to znak, że poród się niedługo zacznie. 

 

Oprac. Karolina Fiszer

 

Na podstawie:

Zwyczaje i obrzędy narodzinowe, M. Tarko w Kultura Ludowa Wielkopolski, Red. J. Burszta

Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, B. Ogrodowska


powered by