Jan – gołąb królewski

Zanim opowiem historię naszego drogiego gołębia, muszę zaznaczyć, że od wielu tygodni nie mógł się on doczekać, kiedy w końcu pojawi się tekst o nim na stronie internetowej muzeum. Czekał długo i cierpliwie, ponieważ nie tylko chciał przedstawić się szerszej widowni, ale również planował pochwalić się swoim projektem. Jakim? O tym za chwilę. Najpierw parę słów o pochodzeniu naszego kolegi. Nie jest żartem, że jest gołębiem królewskim, ponieważ reprezentuje on rasę King. Mimo zacnej nazwy, którą jest w stanie jednym machnięciem skrzydła udokumentować, nie używa żadnych tytułów, bo nie jest mu to do niczego potrzebne. Poza tym jakby miał się czuć Czesław, czy Rita, którzy dzielą z nim wolierę? Mogłoby to stworzyć pomiędzy przyjaciółmi niepotrzebne podziały. Nie znaczy to w żadnym wypadku, że Janek nie lubi opowiadać o swojej rodzinie – wręcz przeciwnie! Wielu członków jego rodziny mieszka poza granicami Polski i to przede wszystkim z myślą o nich nie mógł się doczekać opublikowania tekstu. 

Jego najstarsi przodkowie, o których Jan nie posiada szczegółowych informacji, pochodzą od dzikiego gołębia skalnego, udomowionego w epoce kamienia łupanego w Fenicji (tereny współczesnego Libanu i Syrii). Pierwsze wzmianki o chowie gołębi pochodzą z czasów rzymskich z I wieku – czyli powstały 2 tysiące lat termu! Wiadomo, że gołębie głównie znajdowały zatrudnienie w poczcie i całymi dniami zajmowały się przekazywaniem informacji. Historia rodziny, którą Jan zna znacznie lepiej, sięga końca XIX w. w Stanach Zjednoczonych, gdzie po dzień dzisiejszy żyją niektórzy jej członkowie. Jak podają źródła, w latach 50. ubiegłego wieku część familii postanowiła wyjechać do Niemiec. Tam wraz z niemieckimi gołębiami wybudowała fabrykę gołębników pod Berlinem, która swoje domki sprzedawała w całej Europie, w tym oczywiście w Polsce. Przedstawiciel handlowy praprapradziadek Jana – Hans, podczas jednej z podróży służbowych na wschód poznał piękną gołębicę znad Wisły Helenę i wkrótce potem zamieszkali razem w Polsce. Tak więc, aby tekst o Janie i jego najbliższych był zrozumiany przez kuzynostwo i ich rodziny za granicą, nasz bohater będzie musiał przetłumaczyć go na język niemiecki i angielski. Oczywiście nie stanowi to dla niego żadnego problemu, gdyż nasz Janek od pisklaka włada trzema językami. Uprzedzając pytania – nie, filologii nie ukończył. Jest absolwentem historii sztuki w Poznaniu.

Hmmmm, możecie trochę powątpiewać – gołąb, który kocha zabytki? Wydawać by się mogło, że to niemożliwe, a jednak! Dlaczego wybrał taki kierunek studiów? Zapewne z przekornego charakteru i chęci zmiany postrzegania swoich sióstr i braci przez wiele osób. Nie raz można przeczytać i niestety usłyszeć, co ponoć zrobiły z kolejnym pomnikiem czy przystankiem, i nieważne, że to nie były one. Żadne alibi nie pomaga. To one nabrudziły i koniec. A prawda jest taka, że plamki widoczne na niektórych zabytkach są wynikiem zaniedbania konserwatorów miejskich, którzy powinni dbać, aby żaden grzyb nie niszczył i nie szpecił ani jednego kamiennego popiersia. Nasz drogi kolega, nie mogąc się pogodzić z tak niesprawiedliwym obrazem jego najbliższych, postanowił parę lat temu założyć „Gołębi klub miłośników zabytków w Wielkopolsce”. Obecnie realizuje projekt zajmujący się oczyszczaniem budynków i wszelkich zabytków z obrastających wcześniej już wspomnianych grzybów i jednocześnie edukowaniem zwierząt i ludzi odnośnie zwyczajów i obyczajów gołębi nie tylko rasy King, ale wszystkich gołębi na świecie. Dzięki temu osobniki ludzkie bądź zwierzęce, nie żywiące sympatii do tych pięknych ptaków, mogą zmienić zdanie. Kluczem jest cierpliwość i wiedza. To dlatego wszystkie popiersia w muzeum są tak zadbane i stanowią doskonały przykład działalności naszego królewskiego Jana i jego przyjaciół. Sami zatem widzicie, jak krzywdzące może być powtarzanie nieprawdziwych informacji. Na szczęście jeszcze nie jest po ptakach i powszechna opinia o gołębiach powoli ulega zmianie.

Ale proszę nie myśleć, że to tylko praca gołębi. W projekt Jana szczególnie zaangażowane są nasze kuny, które poświęcają mu każdą wolną chwilę. Bardzo pomóc chciała też Humana, ale niechcący kopytkiem uszkodziła część popiersia w parku i sama stwierdziła, że jej dłonie nie są do takich prac stworzone. Kuny, mając małe, zgrabne łapki, znacznie łatwiej sobie z tym radzą. No cóż, nie wszyscy jesteśmy do wszystkiego stworzeni. Ważne, że nasze kochane zwierzęta żyją w zgodzie i wielkiej przyjaźni. Tak, wszystkie nasze zwierzaki niezależnie od rasy mają gołębie serca! Pomagają sobie nawzajem i chętnie wspólnie uczestniczą w różnych pracach.

Królewski Jan wraz z kunami mają małą niespodziankę dla dzieci. Kliknijcie palcem, pazurkiem, kopytkiem, raciczką, płetwą, czymkolwiek możecie!

 

/Julia Hanulewicz/

 
 


powered by