Dromadery na gostyńskim niebie. Udział samolotów w gaszeniu pożaru pod Gostyniem 30 czerwca 2019 r.

M-18 Dromader o numerze fabrycznym 1Z013-37 oraz numerze rejestracyjnym SP-ZUF. Jedna z trzech maszyn uczestniczących 30 czerwca br. w gaszeniu pożaru pod Gostyniem. Po zakończonym sezonie, jesienią, Dromadery opuszczają leśne bazy lotnicze i „zimują” na lotnisku w Mielcu. Fotografia wykonana przy okazji V Zjazdu Agrolotników w Mielcu, 22 października 2017 r. [Ze zbiorów Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie]
Kliknij

Tegoroczne suche lato sprzyja pożarom lasów i upraw. Jeden z większych w tym roku wybuchł 30 czerwca w powiecie gostyńskim. W jego konsekwencji spłonęło około 170 ha upraw oraz ściernisk w Dusinie, Daleszynie i Malewie. W 17-godzinnej akcji uczestniczyło ok. 30 zastępów straży pożarnej. W gaszeniu pożaru wzięły też udział trzy samoloty gaśnicze.

Statki powietrzne od kilku dekad są w Polsce ważnym sprzymierzeńcem w walce z ogniem. Na mocy kontraktów zawieranych pomiędzy Lasami Państwowymi a Zakładem Usług Agrolotniczych na terenie leśnych baz lotniczych w całym kraju rozmieszczone są samoloty gaśnicze. Poznańska Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych zakontraktowała na ten rok trzy samoloty gaśnicze M-18 Dromader. Bazują ona na lotniskach w Michałkowie pod Ostrowem Wielkopolskim (dwie maszyny) oraz w Jaryszewie niedaleko Obornik Wielkopolskich.

Podstawowym zadaniem Dromaderów jest zwalczanie pożarów lasów, ale w sytuacjach wyjątkowych biorą one udział także w gaszeniu pożarów pól uprawnych. Tego rodzaju sytuacja awaryjna nastąpiła między innymi 30 czerwca pod Gostyniem. Pożar wybuchł w konsekwencji prac rolniczych na jednym z pól w rejonie Dusiny. Silny wiatr rozprzestrzeniał płomienie w kierunku Malewa (północno-wschodnim). Nie udawało się zapanować nad żywiołem, który zaczął zbliżać się do stacji benzynowej przy Drodze Wojewódzkiej nr 434. W związku z zagrożeniem życia ludzkiego (groźba wybuchu paliwa), a także możliwością rozprzestrzenienia się pożaru na obszary leśne, Straż Pożarna poprosiła Lasy Państwowe o wsparcie w postaci samolotów gaśniczych.

Leśna Baza Lotnicza w Michałkowie wysłała obydwa Dromadery – SP-ZUF oraz SP-ZWN. Jeden z nich skierował się od razu na Gostyń, drugi leciał pierwotnie na południowy wschód, by wziąć udział w gaszeniu pożaru pod Wieruszowem. Jego ładunek okazał się tam jednak zbędny i po kilku minutach pilot zmienił kurs na Gostyń. Jednocześnie do akcji został też włączony M-18 Dromader (SP-ZWZ) z Jaryszewa. Uczestniczył on w gaszeniu pożaru w Konarzewie pod Poznaniem, wylądował na lotnisku wojskowym w Krzesinach, gdzie uzupełnił wodę, i poleciał zrzucić ładunek pod Gostyniem.

Jak zaznaczył jeden z biorących udział w akcji pilotów, gaśnicze Dromadery często korzystają z lotnisk wojskowych (w przypadku Wielkopolski są to obiekty w Krzesinach i Powidzu). Mają one tę zaletę, że dysponują własną lotniskową strażą pożarną, która szybko napełnia zbiorniki samolotów. Tego komfortu nie ma, gdy M-18 robią międzylądowania na lotniskach aeroklubowych (np. w Lesznie). Wówczas napełnienie wodą odbywa się z udziałem pobliskich wozów strażackich. Jest to poważna wada, bowiem tych wozów strażackich brakuje później podczas samej akcji gaszenia płomieni. Najkorzystniejsze jest jednak zatankowanie na terenie leśnych baz lotniczych, które dysponują odpowiednimi pompami i potężnym zapasem wody (w przypadku Michałkowa pod Ostrowem jest to 100 tys. litrów wody).

Zaopatrzone w wodę w Michałkowie oraz Krzesinach trzy Dromadery znalazły się niemal jednocześnie nad płonącymi polami w powiecie gostyńskim. Pierwszy był M-18 z Michałkowa, który zrzucił swój ładunek pomiędzy linią ognia a stacją benzynową. Po nim tę samą czynność wykonał drugi samolot z Michałkowa. Jako trzeci ładunku pozbył się samolot z Jaryszewa. Następnie wszystkie trzy samoloty skierowały się na bliżej leżące lotnisko w Michałkowie. 

Przelot w jedną stronę trwał około 15 minut. W tym czasie w pobliżu Koźmina Wielkopolskiego piloci Dromaderów zauważyli kolejny pożar upraw, który mógł przenieść się na teren lasu. Na lotnisku w Michałkowie samoloty napełniono wodą. Dzięki wykorzystaniu wydajnych pomp samo napełnianie zbiornika jednego samolotu trwało ledwie 1,5 minuty. Niewiele dłuższa jest procedura lądowania i startu (w sumie ok. 5 minut dla każdej maszyny). Gotowe do gaszenia Dromadery wysyłano sukcesywnie do gaszenia pożarów pod Gostyniem i Koźminem. W rejonie Koźmina wykonano ogółem cztery zrzuty. W powiecie gostyńskim natomiast – jeszcze trzy. Ostatnia porcja środka gaśniczego została zrzucona na sąsiadujący z płonącym polem lasek. W sumie w pobliżu Gostynia samoloty M-18 wykonały sześć „nalotów”. 

Każdy z sześciu zrzutów został przeprowadzony metodą „smużenia”, a nie „bomb wodnych”. Zadecydowali o tym sami piloci. Jest to metoda bardziej efektywna, bowiem wykorzystuje mieszaninę wody i środka pianotwórczego. Z wysokości 5-7 metrów pilot Dromadera opryskuje taką mieszaniną określony obszar. Szerokość robocza pozwala na utworzenie za każdym razem pasa izolacyjnego o szerokości 10-15 m. Gdyby użyto samej wody, to szybko by ona wyparowała, natomiast piana utrzymuje się na ziemi, odcinając dopływ tlenu. Smużenie to technika typowa dla terenów otwartych (upraw rolnych, młodników). Bomby wodne stosuje się natomiast przede wszystkim w wysokim lesie. Tam smużenie mogłoby być nieefektywne, bowiem piana zatrzymałaby się na koronach drzew.

Jak już wspomniano, 30 czerwca pod Gostyniem wiał dość silny wiatr, w wyniku którego pożar szybko się rozprzestrzeniał. Dla pilotów samolotów gaśniczych stanowiło to pewne utrudnienie, bowiem tuż nad ziemią musieli się zmagać z turbulencjami, a przy tym brać poprawkę na wiatr podczas zrzucania ładunku. Jednak, jak skomentował pilot Dromadera z około 30-letnim stażem, jest to sytuacja typowa dla większości tego typu akcji. Często wiatr bywa nawet znacznie silniejszy.

 

Autor pragnie serdecznie podziękować: pilotowi Dromadera panu Markowi Szkudlarkowi, pani Marlenie Kowalkowskiej z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu, panu kpt. Marcinowi Nyczce z Państwowej Straży Pożarnej w Gostyniu, a także pracownikom Leśnej Bazy Lotniczej w Michałkowie i Leśnej Bazy Lotniczej w Jaryszewie. Dzięki uzyskanym od nich informacjom udało się stworzyć ten artykuł.

 

/Mariusz Niestrawski/


powered by