Chodzimy po dyngusie ...

„Chodzimy tu po dyngusie…” Wielkanocne pochody kolędnicze w Wielkopolsce

Muradyny w Walkowicach, 03.04.2018, fot. M. Forecki
KlikniJ!

Na tle zwyczajów wielkanocnych na terenie naszego kraju Wielkopolskę wyróżniają chodzące w drugi dzień tych świąt pochody przebierańców. W materiałach zebranych przez Oskara Kolberga (opublikowanych w 1875 i 1876 roku) zwyczaj chodzenia przebierańców w lany poniedziałek odnotowany został dla miejscowości powiatów średzkiego, szamotulskiego, poznańskiego (z uwzględnieniem wsi podpoznańskich, a obecnych dzielnic miasta – Górczyna, Jeżyc), wrzesińskiego, obornickiego, a także grodziskiego i nowotomyskiego. Wspólne cechy tych obchodów to postać niedźwiedzia owiniętego w grochowiny lub niekiedy w odwrócony kożuch, czasem dodatkowo z dzwonkiem na głowie lub kijem w ręku, który hałasuje, rusza się lub tańczy pokracznie, zaczepia ludzi, a zwłaszcza dziewczyny. Towarzyszący mu uczestnicy pochodu, najczęściej baba z dziadem (np. Mystki, gm. Nekla w pow. wrzesińskim; Konojad, gm. Kamieniec w pow. grodziskim) lub inni parobcy zbierali do kosza dary (jaja, słoninę, chleb, placki, ser, wódkę). Nieodzowne były też pieśni nawiązujące do Wielkanocy i obiecujące pomyślność w zamian za dary. Po obejściu całej wsi młodzi zbierali się w jednym z domów lub gościńcu i tam urządzali ucztę połączoną z tańcami. 

Kolberg przytacza też informacje dotyczące okolic Poznania (obecnie już w obrębie miasta):

W okolicy Poznania, w drugie święto Wielkiejnocy, ubierają chłopca jednego z pośród siebie za niedźwiedzia, i oprowadzają go po wsi, poprzebierani za gryfa, bociana, czaplę i t. p. (przyprawiwszy sobie dziób, skrzydła), gdy tamten odziany płachtą niedźwiedź, nachyla się, kiwa, skacze w różnym kierunku i t. d. Za to biorą do kosza od gospodarzy jaj, chleb, ser i t. d. Niekiedy przebranego owego niedźwiedzia, wrzucą lub wepchną drudzy przez figle w staw, lub jezioro niegłębokie (ma to być pamiątką wrzucenia bożka Lela do Gopła ?); ten zaś wyrywając się z ich rąk i broniąc, krzyczy na niegrzecznych żartownisiów: „ej desperaki! bezbożniki!” (Górczyn, Jeżyce i t.d.). 

Również w miejscowościach powiatu obornickiego odnotowano zwyczaj „topienia” niedźwiedzia na zakończenie obchodu. Polegało ono na zanurzeniu go w wodzie, w której zostawały grochowiny z przebrania.

Postać jeźdźca na koniku Kolberg odnotował dla dwóch wsi w obecnym powiecie nowotomyskim: Michorzewa (gm. Kuślin) i Pakosławia (gm. Lwówek) w relacji z 1876 roku:

W drugie święto stroją chłopcy niedźwiedzia, owijając jednego z pomiędzy siebie w grochowiny i słomę, którego jeden na sznurze prowadzi a w razie nieposłuszeństwa lub wybryków potężnie kijem okłada; niedźwiedź niby rycząc, wspina się i pokazuje różne figle. W towarzystwie niedźwiedzia jest jeździec na koniku zrobiony z łyka przetakowego, wyprawiający różne harce (na podobieństwo konika Zwierzynieckiego). Towarzystwo to obchodzi ulicę wiejską, a mianowicie te domy, gdzie mieszkają skąpane dziewczęta, i dostaje słoninę, kiełbasę, jaja i grosze, z czego sobie sprawia ucztę w domu lub gościńcu. 

O wielkopolskim zwyczaju chodzenia z niedźwiedziem wspomina ogólnie Eugeniusz Frankowski w wydanym w 1928 roku Kalendarzu obrzędowym ludu polskiego:

W drugie święto po nieszporach chłopcy z całej wsi prowadzają po chałupach niedźwiedzia, parobka ustrojonego w grochowiny z dzwonkiem na głowie. Towarzyszy mu drugi z koszykiem na ofiary. Chłopcy hałasują, stukają o deski, gwiżdżą i t.p., jak mówią – dla niedźwiadka. Po obejściu wsi topią niedźwiedzia t. j. oblewają lub zanurzają w wodzie, gdzie grochowiny zostają. Poczem bawią się w gospodzie i raczą zebranemi darami. (w. poznańskie) 

Jan Bzdęga w powstałej w 1936 roku pracy Biskupianie zawarł opis pochodu przebierańców z niedźwiedziem z terenu powiatu gostyńskiego:

Część kawalerki w tym czasie [po obiedzie] wybiera spośród siebie trzech najsprytniejszych i najdowcipniejszych, takich, co to często w teatrach grają; przebiera jednego za „dziada”, drugiego za „babę”, a trzeciemu, owinąwszy go w grochowinę, każą być „niedźwiedziem”. Chodzą gromadą po wsi, baba niesie koszyk wypełniony sieczką, a w nim kurę; dziad prowadzi na łańcuchu niedźwiedzia, który tańczy i „wystwarza” różne figle przy dźwiękach skocznych melodyj, wygrywanych przez  towarzyszącego im skrzypka. Często towarzyszy im także kominiarczyk, mający im przynieść szczęście. Niezgrabne ruchy niedźwiedzia wywołują ogólną wesołość, a ciekawe jak zwykle „dziewuchy” starają się bliżej obejrzeć niedźwiedzia, za co wesoły orszak znienacka oblewa je wodą, przygotowaną w tym celu. Śmiechom i dowcipom niema końca.  Pomysłową kawalerkę gospodynie obdarzają w imieniu cór jajkami i „kołoczem”, wiedząc, że wzamian za to ich dziewczęta dobrze sobie potańczą wieczorem w „gościńcu”. Pod wieczór chłopcy przestają kąpać, sprzedają zebrane jajka, kupują wódkę, opłacają „groczy” i urządzają w „gościńcu” huczną zabawę.

W Kulturze ludowej Wielkopolski (1967) Janina Dydowiczowa zwraca uwagę, że grupy przebierańców chodzących po dyngusie mają skład podobny do maszkar zapustnych i zapewne znaczenie oraz geneza poszczególnych postaci są analogiczne. W obu grupach pojawiają się niedźwiedź, koń, baba i dziad, kominiarz, policjant. Niedźwiedź w literaturze ludowej przedstawiany jest jako leśne bóstwo północno-wschodniej Europy i północnej Azji, gdzie był czczony przez ludy łowieckie jeszcze w początkach XIX w. Przebranie niedźwiedzia wykonywano pierwotnie z grochowin, które są symbolem bezpłodności i bezżeństwa. Dydowiczowa wspomina, że w Gorzycach w pow. żnińskim na koniec pochodu zapalano na niedźwiedziu grochowiny, co mogło oznaczać zniszczenie bezpłodności. Koń zajmował ważne miejsce w obrzędowości ludowej od najdawniejszych czasów jako ziemskie wyobrażenie słońca – konia niebieskiego. Z kolei takie postaci jak policjant, kominiarz, smolarz dołączyły do przebierańców najpóźniej, a symbolizowały osoby niecodzienne w życiu wsi, wnoszące w jej życie nowość i sensację. 

Trzeba podkreślić, że już podczas zbierania materiałów do Kultury ludowej Wielkopolski, czyli w latach 60. XX w. nikt z informatorów nie potrafił powiedzieć, jakie jest pochodzenie i znaczenie poszczególnych postaci. Natomiast w Jankowie w powiecie gnieźnieńskim uzyskano wówczas informację, że w grupie przebierańców brali głównie udział ci chłopcy, którzy w danym roku mieli po raz pierwszy kosić, co wskazywałoby na związek zwyczaju z czynnościami gospodarczymi.

Przebierańcy wchodząc do chaty śpiewali pieśń zaczynającą się od słów „Chodzimy tu po dyngusie…”. Jej dalszy tekst różnił się w poszczególnych wsiach, często nawiązywał do Jezusa, Maryi i innych świętych, a kończył się prośbą o dary od gospodarzy. 

W Morownicy (gm. Śmigiel, pow. kościański) zanotowano odpowiedź gospodarzy:

Tuście dziewcząt nie kąpali,

Idźcie sobie teraz dalej.

Może ona sugerować, że chodzenie po dyngusie było też formą zbierania opłaty za wcześniejsze oblanie dziewcząt wodą. Zebrane podczas obchodu wsi pożywienie oraz pieniądze składano razem, a wieczorem urządzano wspólną ucztę i zabawę.

Dużo miejsca w swych badaniach i pracach poświęcił obrzędowości dorocznej Wielkopolski Andrzej Brencz. Wielkanocny zwyczaj pochodów podzielił on na cztery typy: 

1) pochody z niedźwiedziem, nawiązujące w największym stopniu do przebierańców zapustnych;

2) pochody z koniem tzw. siwki, w których najważniejszą postacią jest siwy koń zbliżony do lajkonika, a postacie korowodu tylko po części nawiązują do zapustnych;

3) pochody dyngusowe z kogutem (kokotkiem, kurkiem), zanikające już w okresie międzywojennym, występujące w południowo-wschodnim skrawku Wielkopolski i nawiązujące do zwyczajów Polski centralnej;

4) pochody z gaikiem/maikiem występujące w poniedziałek wielkanocny w Wielkopolsce wschodniej i południowej w XIX wieku, a zanikające w tym terminie po I wojnie światowej.

Dwa ostatnie typy pochodów występowały na niewielkim obszarze Wielkopolski i nie były specyficzne dla tego regionu. 

Niedźwiedź  to główna postać pochodów wielkanocnych w środkowej i częściowo zachodniej Wielkopolsce. Niedźwiedź wśród ludów Północy uchodził za przodka ludzi, a z powodu zapadania w sen zimowy i budzenia się z niego był w wielu kulturach uważany za pośrednika między niebem a ziemią. Respekt wzbudzała siła zwierzęcia, przypisywano mu mądrość, gdyż leczył się jedząc odpowiednie zioła. Zwierzę te w korowodach przebierańców można wiązać z popularną w dawnych wiekach rozrywką polegającą na wodzeniu żywego niedźwiedzia. Niedźwiednicy byli chętnie przyjmowani, gdyż wierzono, że oprowadzenie niedźwiedzia po domu i zagrodzie przepędza złe duchy, zapewnia dobrobyt w domu, a dziewczętom pomaga w zamążpójściu. Z tych samych powodów życzliwie przyjmowano chodzących z niedźwiedziem przebierańców. 

W Wielkopolsce niedźwiedziowi towarzyszą w pochodach dyngusowych dziad, baba, koń, diabeł, czasem też czapla lub bocian. Później dołączyły takie postaci jak policjant, kominiarz, smolarz symbolizujące osoby niecodzienne w życiu wsi, wnoszące w jej życie nowość i sensację. O ile przebrania pozostałych postaci są wyrazem własnej, zmieniającej się inwencji uczestników pochodu, to strój niedźwiedzia był przez wiele lat niezmiennie wykonywany z grochowin mających symbolizować bezpłodność i bezżeństwo, a gdy zaczęło ich brakować - ze słomy. Niedźwiedzia oplatano całkowicie słomianymi powrósłami, jego głowę i twarz motano słomą wiązaną u góry w czub, a z tyłu przyprawiano ogon z sitowia Zachowanie uczestników współczesnych pochodów niewiele zmieniło się od lat 70. XIX w., gdy Kolberg publikował swe prace poświęcone Wielkopolsce. Znikły tylko nieodzowne kiedyś pieśni nawiązujące do Wielkanocy i obiecujące gospodarzom pomyślność w zamian za dary dla kolędników. Po obejściu całej wsi często palono strój niedźwiedzia lub go „topiono”, a następnie młodzi zbierali się na ucztę i tańce w jednym z domów lub karczmie.

Pochody niedźwiedzi pojawiają się nadal w poniedziałek wielkanocny na terenie powiatów gnieźnieńskiego, obornickiego, poznańskiego, czarnkowsko-trzcianeckiego. W wielu miejscach zwyczaj ten ma swoją lokalną nazwę, np. w powiecie obornickim w Górce (gm. Oborniki) chodziły murzyny, w powiecie czarnkowsko-trzcianeckim muradyny w Walkowicach (gm. Czarnków) i bery w Sokołowie (gm. Lubasz), a na poznańskiej Ławicy ziandary

Nazwa walkowickich muradynów pochodzi od „murzyć”, czyli czernić, brudzić (to z kolei od niemieckiego „Mohr”– Maur, murzyn). Zwyczaj ten jest praktykowany we wsi co najmniej od czasów powstania wielkopolskiego. Miały go zaszczepić stacjonujące tu oddziały powstańcze ze Środy Wielkopolskiej. W korowodzie idą wyłącznie młodzi mężczyźni. Grupę tworzą: 

- dwa miśki w strojach z długich, skręconych słomianych powróseł i w słomianych lub trzcinowych spiczastych czapkach -kiedyś tańczyły na podwórzach gospodarstw, obecnie zostają na ulicy;

- baba z wymalowanymi ustami, wypchanymi piersiami i w peruce – składa życzenia, „flirtuje” i tańczy z mężczyznami;

- chłop z namalowanymi wąsami (czasem też brodą), w gumofilcach z wystającą z nich słomą, niosący kosz na dary – składa życzenia, zbiera prezenty i datki;

- przewodnik miśków w stroju podobnym do chłopa, prowadzący niedźwiedzie na łańcuchu i opiekujący się nimi (poprawia stroje, podaje wodę);

- siwek w białym stroju, z drewnianym łbem końskim przymocowanym paskiem do tułowia, z batem w ręku, którym uderza widzów po nogach „na szczęście”;

- grajek, również podobny do chłopa, grający na akordeonie;

- muradyni w zwykłych, codziennych ubraniach, z twarzami i rękami umorusanymi sadzą, którą „murzą” twarze widzów, a także bramy, ściany, samochody.

Przebierańcy przedpołudniem zaczynają odwiedziny mieszkańców – początkowo objeżdżają w przyczepie rozproszone gospodarstwa, a potem poruszają się pieszo w zwartej zabudowie. Składają życzenia i „murzą” otrzymując w zamian pieniądze, jajka, alkohol, czasem poczęstunek. Po drodze śpiewają, pozują do fotografii. Po odwiedzeniu wszystkich domów rozpalają ognisko na pustym polu, w którym palą słomiane stroje miśków. Na koniec dzielą się zebranymi pieniędzmi i darami, czasem organizują zabawę lub jadą na dyskotekę.

Kolejną z wersji pochodów z niedźwiedziem są żandary (ziandary) znane z terenu Ławicy - dawnej wsi, a obecnie dzielnicy Poznania. Nazwa zwyczaju to gwarowe określenie żandarma, a związana jest zapewne z tym, że wieś Ławica otoczona była poligonami podległymi pruskiej jurysdykcji wojskowej, co mogło się wiązać z jakimiś dramatycznymi wydarzeniami. Na uwagę zasługuje fakt, że pochody żandarów nawet obecnie nie przekraczają granic dawnej wsi zamieszkałej w większości przez tutejsze stare rodziny (czasem o nawet trzystuletniej tradycji), omijając nowe rejony dzielnicy. Korowód przebierańców w papierowo-gipsowych maskach rusza w obchód dawnej wsi w Poniedziałek Wielkanocny po porannej mszy. Jego główne postaci to żandar (żandarm) jadący na drewnianym koniku, niedźwiedź, dziad, baba, ksiądz z wiaderkiem i kropidłem, kominiarz, grajek. Przebierańcy chodząc od domu do domu składają życzenia gospodarzom, smarują sadzą dzieci i polewają dziewczęta wodą. W zamian dostają słodycze i drobne datki. Kulminacyjnym punktem zwyczaju jest wspinaczka baby i kominiarza na komin miejscowej piekarni. Baba pokazuje przy tym majtki z wizerunkiem diabła. 

Zwyczaj ten w zbliżonej formie praktykuje się od czasów I wojny światowej. Jest to jeden z nielicznych zwyczajów wielkanocnych o korzeniach wiejskich, który przetrwał w dużych miastach w Polsce. 

Drugi typ kolędniczych pochodów w drugi dzień świąt wielkanocnych, to siwki występujące w zachodniej Wielkopolsce. Obszar ten wrysowuje się w topograficzny trójkąt wytyczony przez Międzychód na północy, Wolsztyn na południu i Poznań na wschodzie. Współcześnie zwyczaj ten praktykuje się w 32 miejscowościach. W drugiej połowie XX wieku takich miejsc było ponad 90, co wiemy dzięki badaniom przeprowadzonym w 2018 roku.

Pochody siwków sięgają zapewne korzeniami do zachodniosłowiańskich obrzędów związanych z kultem konia, a mających na celu zapewnienie urodzaju i dostatku. Podobne zwyczaje znane są z terenu Dolnych Łużyc, gdzie jeźdźcy na siwych koniach (Schimmelreiter) pojawiają się w pochodach zapustnych, ponadto z Pomorza, Warmii i Mazur, gdzie orszaki z szemlem (siwkiem) chodzą w wigilię Bożego Narodzenia. Liczne podobieństwa tych zwyczajów to sama nazwa, a także skład orszaku i fakt występowania dawniej żywych koni, który nie miał miejsca w innych pochodach. Mocno zbliżony jest też w różnych miejscowościach sposób przebrania osoby grającej rolę siwka. Zazwyczaj na wysokości bioder, z przodu i z tyłu przyczepiano jej dwa sita, na które narzucano białą płachtę. Do przedniego sita doczepiano głowę konia (uszytą z tkaniny i wypchaną lub wyciętą z drewna czy tektury), a do tylnego ogon z pakuł lub końskiego włosia.

Siwek w przebraniu i z batem oraz lejcami w rękach szedł na czele pochodu m. in. w Obrze, Chorzeminie czy Kębłowie koło Wolsztyna oraz w Łąkiem Starym koło Rakoniewic. Pozostałe osoby orszaku to baba, dziad, niedźwiedź, czapla-gapa i trzech (do pięciu) kominiarzy. Dawniej w pochodzie szła też kapela, obecnie najczęściej akordeonista. Przebierańcy obchodzą po kolei wszystkie zagrody, baba tańczy z dziadem, kominiarze smarują mieszkańców sadzą lub pastą do butów (zwłaszcza dziewczęta) i zbierają dary - kiedyś były to głównie jajka, teraz datki pieniężne.

Według Atlasu niematerialnego dziedzictwa kulturowego wsi wielkopolskiej (2015) w powiecie szamotulskim siwki przestały chodzić kilka, a w niektórych miejscach nawet kilkanaście lat przed zbieraniem do niego materiałów (2012-14). Były one popularne w gminach Duszniki (Brzoza, Wilkowo, Wilczyna) i Szamotuły (Baborówko). W tomie Powiat międzychodzki Atlasu przytoczony jest opis pochodu siwków leniwków, który pojawiał się w Kwilczu jeszcze około 2015 roku. W powiecie nowotomyskim siwki chodziły w gminach Kuślin (Chraplewo, Michorzewko, Michorzewo) i Opalenica.

Współcześnie chyba najbardziej znane są pochody siwków w Chobienicach (gm. Siedlec, pow. wolsztyński) oraz Chorzeminie (gm. Wolsztyn). Według mieszkańców Chorzemina zwyczaj został zapożyczony od osadników niemieckich lub podpatrzony u Niemców podczas wyjazdów „na saksy”. Prawdopodobnie był tu znany od początku XX w. Początkowo orszak organizowało Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej (okres międzywojenny i w latach 1945-50), później Ochotnicza Straż Pożarna, Międzyzakładowy Ludowy Klub Sportowy „Orkan” Chorzemin (1990-2006), a ostatnimi laty sołtys wsi. 

W Chorzeminie (a także w Kębłowie) chodzą dwa pochody: w Niedzielę Wielkanocną małe siwki, czyli chłopcy w wieku 5-14 lat, a w poniedziałek wielkanocny duże siwki, czyli dorośli. Najważniejszy jest siwek idący na czele pochodu, ale siwków może być też dwóch lub kilku, a nawet dwunastu jak w 2018 r. Drugą ważną postacią jest niedźwiedź, zwany też rajmaksem. Do lat 70. XX w. miał on strój ze słomy, a później zaczął nosić kożuch wywrócony na wierzch włosem (obecnie sztuczny), tekturową maskę w kształcie tuby oklejonej futerkiem, wojskowe buty. W ręku trzyma ciężki kij, w pasie jest obwiązany łańcuchem, na którym prowadzi go strażnik zwany Morycem. Strażnik ma mundur wojskowy, hełm strażacki i maskę na twarzy. Pilnuje on niedźwiedzia, karci batem, gdy zbytnio dokazuje, a czasem pogania. Kolejne postaci w pochodzie to:

kominiarz ubrany na czarno, z kominiarką na twarzy, murzący (czerniący) smarowidłem z sadzy, oleju i kremu;

listonosz (listowy) sprzedający stare pocztówki, gazety i zbierający w ten sposób środki na opłacenie wspólnej zabawy;

baba i dziad tańczący ze sobą oraz widzami i zbierający datki pieniężne, alkohol, czasem jedzenie.

Dawniej w pochodzie szli też cygan z cyganką, Żyd, a od lat 90. XX w. pojawiają się postaci zwane kolorami, kolorowymi, np. postaci z kreskówek Disneya i Gwiezdnych wojen, Batman, smurfy, czarownica. W Chorzeminie przebierańcom towarzyszy kapela grająca utwory biesiadne. Pochód przechodzi główną drogą przecinającą miejscowość, przemieszczając się wzdłuż gęstego szpaleru widzów i samochodów zjeżdżających się nie tylko z okolicy, ale i z dalszych regionów kraju, a nawet zagranicy. Od czasu do czasu kolorowi spontanicznie wbiegają na podwórza, ale nie odwiedza się już wszystkich gospodarstw. Przejście korowodu trwa około dwóch godzin. Kończy się ono na placu na osiedlu bloków. Przebierańcy 

i widzowie tańczą, rozmawiają, po czym kapela przestaje grać i wszyscy się rozchodzą.

Liczne relacje z pochodów przebierańców uzupełnione bogatym materiałem fotograficznym można znaleźć na portalach poszczególnych gmin i miejscowości oraz w papierowych i internetowych wydaniach prasy lokalnej, czy nawet prasy o zasięgu ogólnopolskim. W ostatnich latach pojawiają się też amatorskie filmy prezentujące ten barwny zwyczaj w serwisie internetowym  youtube.pl.

Opracowała: Małgorzata Sawicka

 

BIBLIOGRAFIA:

Bazielich B.

2003 Niedźwiedzie tradycje, „Studia Etnologiczne i Antropologiczne”, t. 7 Aktywność kulturalna i postawy twórcze społeczności lokalnych pogranicza, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, s. 231-247.

Błaszczyk St.

1992a 620. Zwyczajowe pochody ludowe na Wielkanoc a) postacie uczestników, w: Atlas języka i kultury ludowej Wielkopolski, Z. Sobierajski (red.), t. VII Kultura społeczna - folklor obrzędowy i muzyczno-taneczny, cz. 2 Wykazy i komentarze do map 576-655, Wrocław-Warszawa-Kraków: Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydawnictwo PAN, s. 109-114.

1992b 621. Zwyczajowe pochody ludowe na Wielkanoc b) nazwy pochodów, w: Atlas języka i kultury ludowej Wielkopolski, Z. Sobierajski (red.), t. VII Kultura społeczna - folklor obrzędowy i muzyczno-taneczny, cz. 2 Wykazy i komentarze do map 576-655, Wrocław-Warszawa-Kraków: Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydawnictwo PAN, s. 114. 

Brencz A.

2006 Wielkopolski rok obrzędowy. Tradycja i zmiana, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.

Bzdęga J.

1992 Biskupianie, Warszawa: Centralny Ośrodek Metodyki Upowszechniania Kultury.

Dydowiczowa J.

1967 Zwyczaje i obrzędy doroczne, w: Kultura ludowa Wielkopolski, J. Burszta (red.). t. 3, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s. 11-88.

Frankowski E.

1928 Kalendarz obrzędowy ludu polskiego, seria: Bibljoteka Regjonalna, Tom II, Warszawa: „Nasza Księgarnia”.

Jełowicki A. (red,)

2019 Muradyny, siwki, żandary: żywa tradycja w Wielkopolsce, Szreniawa: Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego.

Kolberg O.

1982 Dzieła wszystkie, t. 9-11, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. I-III, reedycja fotooffsetowa, Wrocław-Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.

 

INNE ŹRÓDŁA:

http://etnowielkopolska.pl/wp-content/uploads/2020/10/7.-Mapa-Siwki.pdf

http://etnowielkopolska.pl/wp-content/uploads/2020/10/8.-Muradyny-i-z%CC%87andary-w-Wielkopolsce.pdf

 

 


powered by