Babienie - narodziny i obrzędy poporodowe

St. Wyspiański - Macierzyństwo

Poród

Popularna ludowa bajeczka odpowiadająca najmłodszym na pytanie – skąd się biorą dzieci? – mówi, że pojawiają się na świecie za pośrednictwem bocianów, wrzucane do domu przez komin lub otwarte okno. W rzeczywistości jednak po dziewięciu trudnych miesiącach respektowania zakazów i nakazów izolacyjnych kobietę czekało największe wyzwanie – poród. Było to wydarzenie często niebezpieczne dla życia matki i dziecka w warunkach wiejskich, bez fachowej pomocy medycznej. W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku kobiety rodziły w domu, niezależnie od stanu posiadania i pochodzenia społecznego. Cud narodzin był tylko i wyłącznie domeną kobiet, mężczyzn do łoża boleści rodzącej nie dopuszczano. Wyjątek stanowiły wschodnie tereny przygraniczne Polski, gdzie w trudnych przypadkach przyprowadzano męża, aby był wsparciem dla kobiety. Porody odbierały dojrzałe, doświadczone, kobiety, mężatki i matki z rodziny, sąsiadki lub zaprzyjaźnione z domem. O wzywaniu lekarza do rodzącej nie było mowy. Akuszerki szkolone przez lekarzy pojawiły się dopiero w końcu XVIII wieku, jednak przyjmowały porody głównie w miastach i miasteczkach i było ich zbyt mało. Dla ludności wiejskiej fachowa pomoc medyczna była zbyt kosztowna i niedostępna. Dopiero po 1945 roku rozwinęła się sieć izb porodowych oraz ruch na rzecz higienizacji wsi. Wcześniej każda wieś miała swoją babkę, dzieciobiorkę, pęporzezkę lub powituchę, czyli doświadczoną w odbieraniu porodów, ale nieuczoną wiejską położną. Wiedza babek płynąca z wieloletniego doświadczenia i zaufanie mieszkańców wsi do tradycyjnej medycyny ludowej sprawiało, że były to kobiety szanowne i podczas porodu najważniejsze. Zwykle nie potrafiły pisać i czytać, nie kończyły żadnych medycznych szkół, ale  znały się na tradycyjnych lekach i ziołach oraz praktycznych sposobach odbierania porodów. Ich pracy towarzyszyła też wiara w Boga i magiczną siłę rytualnych praktyk. Babki były na tyle skuteczne w odbieraniu niepowikłanych porodów, że wzywano je czasami nawet do dworu. Racjonalne czynności babek przy porodzie przeplatały się z magicznymi, obrzędowymi i trwały aż do chrztu. Nazywano to babieniem. Poczynania te, nawet jeśli czasami okazywały się nieskuteczne, miały na celu szczęśliwe rozwiązanie i dobro matki i dziecka. O pomyślne rozwiązanie babki głośno modliły się wraz rodzącą do św. Doroty, św. Katarzyny, św. Barbary i św. Małgorzaty. 

Swą powinność wobec rodzącej babki zaczynały zawsze od ogrzania rąk nad piecem. Niestety  z relacji kobiet rodzących oraz samych babek wynika, że był to jedyny zabieg przygotowujący do odebrania porodu. Ręce babek były cieple, ale nieumyte. Poród rozpoczynały praktyki otwarcia polegające na symbolicznym otwieraniu i rozwiązywaniu wszystkiego, co związane i zaplątane w otoczeniu rodzącej.  Babka pomagała rodzącej rozebrać się i ubrać w szeroką, wygodna koszulę. Wszelkie węzły i supły musiały być w niej rozwiązane, guziki i troczki rozpięte. Aby uchronić kobietę i dziecko przed złem, czarami oraz zapewnić jej intymność, babka zamykała i zasłaniała okna. Wkładała też trochę poświęconego ziela w posłanie lub kładła kawałki palmy święconej na progu. Nóż wbity nad łóżkiem rodzącej, siekiera lub nożyce na podłodze miały za pomocą swych ostrzy odpędzić zło i przyciąć ból. Najlepszym praktycznym sposobem na szybkie rozwiązanie był wszechobecny tłuszcz. Masłem lub sadłem babki smarowały swoje spracowane i przez to szorstkie ręce. Natłuszczały, a następnie masowały także krocze oraz brzuch rodzącej, aby dziecko mogło się łatwo prześlizgnąć. W celu odpowiedniego ułożenia macicy i dziecka do porodu najpierw babka obwiązywała brzuch ciężarnej ręcznikiem. Miało to zapobiec wypadaniu macicy w późniejszym wieku. Następnie kierowały główkę dziecka w dół przez powłoki brzuszne, lekko je uciskając, aby wywołać skurcze porodowe. Dla przyspieszenia porodu stosowane były też rozgrzewające kąpiele parowe, nasiadówki i okłady. Rodzącą pojono rozkurczowymi naparami z rumianku, nagietka i macierzanki. Gdy poród trwał długo, dla wzmocnienia sił kobiecie podawano rosół, potrawę jadaną tylko na święta i nadzwyczajne okazje. Na zakończenie prawidłowo przebiegającego porodu babka podtrzymywała główkę dziecka i obserwowała pępowinę. Według powszechnego w całej Polsce przesądu ilość węzłów na pępowinie odpowiadała ilości kolejnych porodów w przyszłości. Babki zwracały też uwagę na to, by pępowina owinięta wokół szyi dziecka nie udusiła go – i w razie potrzeby, aby zapobiec tragedii, wkładały pod nią swoje palce. Niektóre babki potrafiły nawet doprowadzić do szczęśliwego rozwiązania porodu pośladkowego. Niestety zdarzały się też komplikacje wymagające wiedzy i interwencji medycznej, z którymi babki nie potrafiły sobie poradzić. W trudnych przypadkach musiały wystarczyć zmiażdżone liście laurowe zmieszane z tłuszczem albo spirytusem na pępku rodzącej, okłady na brzuch z kobylego nawozu lub gorącej, rozgotowanej melisy i kminu. Zdarzało się też, że kobieta była wleczona za nogi po podłodze, a nawet wieszana głową w dół. Powikłany poród w takich przypadkach stawał się koszmarem dla rodzącej kobiety. Dochodziło nawet do sytuacji, kiedy to babka próbowała na siłę wyrwać płód z łona rodzącej zbyt długo kobiety poprzez włożenie rąk do macicy i szarpanie. Jednak zdecydowanie częściej, to znaczy gdy kobieta była młoda, silna i zdrowa, a dziecko prawidłowo ułożone, poród kończył się szczęśliwie. 

Według wierzeń ludowych chwila narodzin miała wielkie znaczenie w przepowiadaniu przyszłości dziecka, jego wad i zalet.  Zgodnie ze zwyczajowymi przepowiedzinami  dziecko urodzone o północy lub w czasie burzy z grzmotami będzie najszczęśliwsze w życiu. Narodziny przed świtem gwarantują żywe i bystre dziecko, rano – stateczne i mądre, po południu – płoche, wieczorem – utalentowane. Spośród dni tygodnia najszczęśliwszym dla narodzin jest dzień Matki Boskiej, czyli sobota, najgorzej urodzić się w środę, piątek, niedzielę i poniedziałek. Najlepsze miesiące na narodziny to sierpień zwiastujący dobrobyt i grudzień zapewniający długie życie. Urodzonym w maju wróży się krótkie i uciążliwe życie.

 

Obrzędy poporodowe

Po porodzie pierwszą czynnością babki było odcinanie pępka. W tym celu związywała pępowinę w dwóch miejscach lnianą nicią uprzędzoną w domu. Na takiej twardej i szorstkiej nici można było zawiązać solidny węzeł, który się nie rozwiązywał i dzięki temu chronił noworodka przed śmiertelnym wykrwawieniem. Następnie przecinała pępowinę pomiędzy dwoma węzłami nożem umaczanym w gorącej wodzie. Gdy dziecko było słabe i ciche, starała się rozmaitym technikami sprowokować je do samodzielnego oddechu. Klaps w pośladek lub twarz, kołysanie na sicie, toczenie w drewnianej niecce, chuchanie w gębę, polewanie zimną wodą czy potrząsanie miały doprowadzić noworodka do pierwszego krzyku. Zanim odeszło łożysko, baba przykładała dziecko do dróg rodnych matki, aby w ten sposób wszelkie znamiona, pryszcze, uroki i inne ewentualne przypadłości weszły z powrotem w łożysko. W przypadku gdy kobieta rodziła po raz pierwszy i zachowała dziewictwo do zamążpójścia, jej łożysko mogło być wykorzystywane w celach leczniczych nawet dla obcych dzieci celem pozbycia się brzydkich plam na ich skórze. Po przecięciu pępowiny i rytuale związanym z dobroczynnym wpływem łożyska babka oznajmiała głośno płeć noworodka i brała dziecko do kąpieli. W tym celu do drewnianej niecki z ciepłą wodą dodawano naparu ziołowego z rumianku, liści babki lub dziewanny. Woda nie mogła być za gorąca, aby dziecko nie miało gwałtownego charakteru. Do wody babka wrzucała też monetę, żeby pieniądze trzymały się dziecka, lała wodę święconą, a gdy dziecko urodziło się za wcześnie, sypała również trochę mąki pszennej, żeby było zwarte. Złoty pierścionek lub obrączkę wrzucano do wody, gdy dziecko urodziło się z żółtaczką. Przy pierwszym zanurzeniu dziecka woda żegnana była znakiem krzyża. Pierwsza kąpiel ze względu na swoje rytualne znaczenie mogła być wylana tylko przez kobiety w miejscu ustronnym, zwykle razem z innymi pozostałościami poporodowymi. Po kąpieli babka spowijała dziecko lnianymi taśmami od stóp do głowy i żegnała znakiem krzyża.  Według Barbary Ogrodowskiej, opisującej polskie tradycje i obyczaje, pierwszą osobą, która dostawała dziecko w objęcia zaraz po zabiegach babki, była matka. To ona miała pocałunkiem powitać dziecko na świecie, w dalszej kolejności ojciec, na końcu rodzina. Często zanim dziecko trafiło do ojca, babka obnosiła je po wszystkich kątach domu i kładła na chwilę pod ławą lub koło pieca, aby w ten sposób zaznaczyć, że pojawił się nowy domownik. Inne źródła donoszą, że na terenie Wielkopolski noworodek podawany był najpierw ojcu. To ojciec pierwszy całował dziecko w czoło, a następnie podawał żonie do łóżka. Po obrzędowych pocałunkach babka ubierała dziecko i dawała matce do nakarmienia. Przez kilka następnych dni po porodzie babka spełniała też rolę położnej, doglądając matkę i noworodka i służąc radą, pomocą i wszelkim wsparciem.

Wszelkie nieczyste przedmioty związane z porodem razem z łożyskiem zakopywano daleko od domu, w miejscu gdzie nikt nie chodził. W ten sposób pozbywano się poporodowej zmazy, wszelkiego zła i chorób, jakie mogłyby spotkać noworodka. Wyjątek stanowił pępek, który po odpadnięciu suszono i zachowywano dla dziecka przynajmniej do pierwszego roku życia, oraz czepek, czyli fragmenty błon płodowych na głowie noworodka. Wierzono, że czepek przynosi szczęście, dlatego zachowywano go na całe życie. 

Wiejskie babki jeszcze do niedawna, bo do końca XIX wieku były jedyną i niezbędną pomocą dla każdej rodzącej kobiety. Pomimo swojej kluczowej roli przy porodzie nigdy nie domagały się wynagrodzenia. Cieszyły się za to powszechnym szacunkiem na wsi i były zawsze goszczone i obdarowywane w naturze – żywnością, płótnem, wełną – i oczywiście proszone na chrzciny. 

 

Oprac. Karolina Fiszer

 

Na podstawie:

Zwyczaje i obrzędy narodzinowe, M. Tarko w Kultura Ludowa Wielkopolski, Red. J. Burszta

Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, B. Ogrodowska


powered by